sobota, 12 marca 2016

Od Alice

  Siedziałam w salonie z Deanem, Samem, Bobbym i Korą. Dobrze się bawiliśmy, było fajnie. Czułam brak sił, czułam jak słaba jestem psychicznie. A także nadal czułam obecność pana, coś kombinował. Byłam jedyną osobą która znała go i jego plany, miała dostęp do różnych papierów, tajemnic, do całego Pana. Jednak miałam także świadomość tego, że on coś planuje, coś związanego ze mną. 
  Dawno temu, gdy miałam osiemnaście lat usunął moją pamięć i zamienił ją na inną. Byłam zupełnie innym człowiekiem, inną Alice z innym życiem. Życie może mnie zaskoczyć nie raz, nie wiem jakie miałam życie kiedyś,  czy na pewno miałam na imię Alicja...
  Usłyszałam dźwięk swojego telefonu, przeprosiłam towarzystwo i sięgnęłam powoli, łapiąc się za bolący brzuch, do stolika. Nieznany numer - jednak postanowiłam odebrać.
-Słucham?
-Alice? - usłyszałam głos mężczyzny, znajomy. 
  Od razu dostałam jakby... wizji, retrospekcji... widziałam mężczyznę, trochę starszy ode mnie, przystojny, wysoki... Weszłam do mieszkania, zapukałam. Byłam szczęśliwa. Drzwi otworzyła mi młoda, atrakcyjna dziewczyna.
 
-Nic nie zamawialiśmy... - mówi dziewczyna. 
-A nie przepraszam, chyba pomyliłam mieszkania...
-Kto to kochanie? - usłyszałam głos mężczyzny. 
  Znajomy. 
  Poszłam w głąb mieszkania mijając kobietę. Zobaczyłam mężczyznę, tego samego przystojnego... tego bardzo mi skądś znajomego. 
  Zamarł. 
-Marcin? - szepnęłam ze łzami w oczach. 
  Obok niego było łóżeczko, a w nim małe dziecko. 
-Możesz mi wyjaśnić kto to? - spytała kobieta. 
-Jestem... Jestem jego narzeczoną... 
-Co? - zaśmiała się dziewczyna. 
  Spojrzałam w prawo, ujrzałam zdjęcie na komodzie. Był tam mój narzeczony z dzieckiem i tą kobietą. Spojrzałam znów na Marcina a potem na dziecko.
-Ile ma? - spytałam. 
-Brandon ma siedem miesięcy... możesz mi powiedzieć, Marcin, co ona odwala? 
  On jednak milczał, nie patrzył na żadną z nas. 
-Jest moim narzeczonym, idiotko! - warknęłam zrozpaczona. - Boże! 
  Wybiegłam z mieszkania. Pobiegł za mną, a ja dałam mu w twarz i bez słowa poszłam marszem przed siebie poprawiając torbę na ramieniu. Wycierałam łzy dłonią szukając w torbie chusteczek. 

-Jesteś tam? Alice?
-Marcin...? - spytałam zaszokowana. 
-Kopę lat... 
-Po co dzwonisz? - głos mi zadrżał. 
-Próbowałem się dodzwaniać przez dwa lata od kiedy dałaś mi soczyście w morde... - zaśmiał się. - Ale nie było takiego numeru albo po prostu nie odbierałaś...
-Ehm... Od pewnego czasu zmieniałam numer... 
-Może się spotkamy? Dawno się nie widzieliśmy...
  Rozłączyłam się i zablokowałam numer.
  Marcin nie jest dobry... Nie jest... I nie powinnam znów zaczynać... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz