niedziela, 6 marca 2016

Od Kory

Jakoś to wszystko wydawało mi sie podejrzane a przy Alice czułam się dziwnie, tak nieswojo.
Czekałam zniecierpliwiona na Sama i Deana. Kiedy wreszcie wrócili Alice i Bobby już spali.
-Chłopaki.. czuje w kościach ze niedługo stanie sie coś niebezpiecznego.-powiedziałam siadając na blacie w kuchni.
-Jesteś bardzo spostrzegawcza. Jesteśmy łowcami.. nasze życie polega na niebezpieczeństwie.-powiedział Dean.
Pokazałam mu język.
-Dobra ja idę spać bo jestem wykończony a wy tylko sie tu nie pozabijajcie.-powiedział Sammy i machnął na nas ręką.
-Dean na prawdę mnie to niepokoi. Słuchajcie.. jeśli ten jej "Pan" ma na nią taki wpływ i jeśli jej dusza jest w jego posiadaniu to jaką mamy pewność że on nie wie co kombinujemy? Może ona tylko zgrywa skrzywdzoną dziewczynkę a tak na prawdę jest zła? Może donosi mu o każdym naszym kroku... Nie znam jej i nie chce oceniać ale jak na nią patrze... Zamiast normalnej aury.. widzę czarną poświatę. Podobnie jest kiedy ktoś nie ma duszy lub jeśli ja sprzedał.. Istota żywa bez duszy.. jest jak marionetka.
-I co mamy zrobić?
-Nie wiem...
-No to tak samo jak ja. Nie wiemy dokładnie kim jest ten jej "Pan" ale staramy sie rozwiązać sprawę. Zacytuje Sama "Mamy pomagać wszystkim ludziom".
-Dla mnie jest tu coś bardzo podejrzanego.

***

Następnego dnia nie mieliśmy żadnych nowych informacji i nadal ani śladu "Pana". Chłopaki zamiast tego szukali jakiś innych spraw.
-Mam. Trzy ciała bez serca.
-Wilkołaki.
-Jadę z wami.-powiedziałam.
-Wykluczone.-powiedział twardo Dean.
Alice jeszcze spała. Sam był dopiero zajrzeć u niej a Bobby czytał w swojej sypialni.
-Kora jesteś jeszcze za słaba.-powiedział troskliwie Sammy.
-Dam rade już jest dobrze. Działając odzyskam szybciej siły.
-Nie ma mowy.
-Nie zapomnijcie ze nie jestem człowiekiem. Ze zmiennokształtnymi jest inaczej niż z ludźmi.
-Dobrze ale trochę przeszłaś. -powiedział Sammy.
-Dam rade. Jeśli nie weżniecie mnie ze sobą znajdę sposób by tam sie dostać bez waszej pomocy a lepiej działać w grupie niż solo.
Dean patrzył sie na mnie zły.
-Tylko nie zostaw sierści na siedzeniu.
-Nie jestem już w postaci psa!
-Mimo wszystko nadal wolałem cie w tamtej postaci.
-A mogłam ci pogryźć te fotele.
-Byłabyś trupem.-powiedział pokazując na mnie palcem.
-Tak wiem skarbie.-puściłam mu całusa i poszłam sie naszykować.
Kiedy już byłam gotowa poszłam do salonu. Byli tam wszyscy.
-Jak sie czujesz Alice?-zapytałam.
-Lepiej, dziękuje.
-Mam pomysł na jutrzejszy dzień więc zbieraj siły!-powiedziałam.
Chłopaki spojrzeli sie na mnie zdziwieni najbardziej Dean.
No dobra.. dziwnie i nieswojo czułam sie przy niej.. tak jakby mi zagrażała lecz postanowiłam spróbować. Nie znam jej.. może jest tak jak mówi.. nie wiem. Tak czy inaczej jutro chce ja zabrać na małe zakupy. I jej i mi przydadzą sie nowe ubrania.


***

Jechaliśmy samochodem. Ja siedziałam z tyłu. Dojechaliśmy na miejsce. Chłopaki przebrali się by wyglądać jak agenci FBI.
-I mamy problem... nie mamy ubrań ani lewych dokumentów dla ciebie.-powiedział Dean.
-Spokojnie. Na szybko ogarnęłam parę zabaweczek.
Podałam im torbę. Dean spojrzał do środka zdziwiony.
-Obroża? Smycz?
-W końcu podobno to ataki zwierząt.. wiec przyda wam się wam piesek ze sprawnym noskiem.
-Dasz radę sie przemienić? -zapytał Sammy.
-Raczej tak. Nabrałam już trochę sił a mój organizm już dawno pozbył sie srebra. Nie powinno być problemu. Przemienię się a wy założycie mi obrożę i zapniecie na smyczy. Na kaganiec się nie zgadzam.
Dean zaczął sie śmiać ale kiedy sie na niego spojrzałam prawie się udusił.
Zamknęłam oczy i szybko sie przemieniłam. W pierwszego psa jaki przyszedł mi do głowy. Oczywiście husky i w dodatku tego samego pod którego postacią byłam u chłopaków.
Dean założył mi obrożę i zapiał na smyczy. Ruszyliśmy w stronę komisariatu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz