czwartek, 3 marca 2016

Od Kory

Dean i Sam spojrzeli sie na mnie zaskoczeni moim przejęciem.
-Wampira, blondyn.. średniego wzrostu.. ale czy to ważne?
-Paul.. A reszta?
-Uciekli. Mamy jednak Cola. Dlaczego oni cie trzymali? Z tego co nam wiadomo wampiry nie trzymają się ze zmiennokształtnymi.
-Ja.. ja ich znam. Poznałam ich po śmierci Grega ale to nie jest ważne. Zabiliście Paula.. Fill nie puści wam tego płazem. Znajdzie was i będzie chciał zabić. Macie mnie wiec Max także tu przybędzie a poza tym nie zostawił by Fill'a.
-To dobrze że tu przyjdą. Zabijemy ich.-powiedział Dean jak gdyby nic i napił sie piwa.
-Nie.. oni.. nie są źli.. Zboczyli z drogi. Kiedyś tacy nie byli.
-Bronisz wampiry które Cie skrzywdziły?
-Dean, Sam ja wiem ze tego nie rozumiecie ale..
-Masz w sobie krew jednego z nich. Nic dziwnego ze ich bronisz.-usprawiedliwił mnie Dean.
Nie chciałam sie z nimi kłócić, i tak by nie zrozumieli a poza tym nie miałam na to siły.
-Jak długo Cie przetrzymywali?
-Porwali mnie parę godzin po tym jak pojechałeś ode mnie.-powiedziałam opierając się o oparcie kanapy.
Powoli znów robiłam sie senna.
-Co Ci zrobili?
-W sumie to tylko mnie trzymali.. no i Max.. nakarmił mnie swoja krwią. To ja sama sie głodziłam oraz próbowałam popełnić samobójstwo.
-Jesteś na głodzie?-zapytał Sam.
-Tak. Od ponad tygodnia nic nie jadłam. Od kiedy zostałam zatruta ich krwią co wywołało głód. Mogłabym sie pożywić.. miałam na to mnóstwo okazji jednak ja nie chcę. Wiem ze jeden raz sprawi ze będę to robiła potem bez możliwości kontroli.
-Dlaczego Cola przemienili? Zakładali gniazdo?
-Tak ale.. Cole sam tego chciał. Powiedział mi to jak tylko go tam zobaczyłam. Uważa że takie życie jest lepsze od tego jakie miał.
-Mówiłem by go zabić..-powiedział Dean.
Sam sie na niego spojrzał.
-To nastolatek! Niewinny..
-Zabijał. -powiedziałam.- Ale można go uratować.
-Jak tylko dorwiemy tego Maxa.
Zamknęłam oczy tylko na chwilkę.
-Kora?-usłyszałam głos Sama.
-Emm tak?-otworzyłam oczy.
-Coś Ci dolega?
-Nie.. tylko zmęczona jestem.
-Połóż się spać.-powiedział Dean. -Przypilnuję Cię.
Uśmiechnęłam się zamykając oczy i kładąc sie na kanapie.

***

Obudziło mnie zamieszanie. A dokładnie huk. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak Sam przelatuje przez cały pokój i uderza o ścianę. Podniosłam sie do pozycji siedzącej i w drzwiach zobaczyłam Filla.
Ruszył w stronę Sama. Nic nie mogłam zrobić bo byłam przykuta kajdankami do nogi kanapy.
-Fill nie!-krzyknęłam tylko.
-Zamknij sie! To twoja wina!-krzyknął i złapał Sama za gardło po czym podniósł go i teraz Sam bezwładnie wisiał z trudem łapiąc oddech.
-Gdzie jest twój braciszek?! Ten co zabił Paula?!
-Mnie szukasz?
Spojrzałam w drzwi i zobaczyłam Deana.



Fill puścił Sama i skierował siew stronę Deana. Zaczęła sie walka jednak po chwili Fill skończył bez głowy.
Krzyknęłam. Patrzyłam się na ciało niegdyś bliskiej mi osoby.
-Sammy wszystko dobrze?-podbiegł do niego Dean.
-Taa..-powiedział młodszy brat podnosząc się z podłogi.
Obok mnie pojawił się Max... zaczął siłować sie z kajdankami. Rozerwał je.
-Max uciekaj!-powiedziałam akurat kiedy Winchesterowie zobaczyli go.
Ruszyli w naszą stronę kiedy zaatakował ich Col. Max widząc to nie mógł dopuścić by dzieciakowi coś sie stało i także ich zaatakował.
-Kora uciekaj!-krzyknął Max odwracając sie do mnie..
Źle zrobił. Właśnie w tym momencie Dean przebił go kołkiem. Cole zobaczył to i to było ostatnie co zobaczył bo Sam uciął mu głowę.
-Nie! Nie ni nie..-upadłam na podłogę i zaczęłam czołgać sie do ciała Maxa.
Położyłam sobie jego głowę na kolanach.
-Max..
-Czyli to ten? Sam trzeba wziąć jego krew dla Kory.-powiedział Dean jednak cały czas patrzył sie na mnie.
Czułam to. Jednak ja nie odrywałam wzroku od twarzy Maxa. Może i zrobił mi wielka krzywdę.. ale po śmierci Grega udzielił mi schronienia a teraz.. też nie chciał dla mnie źle. W jego rozumieniu oczywiście. On mnie kochał. Bez wzajemności oczywiście.. To dla mnie tu przyszedł. I dla mnie zginął. Nie ważne kim by był.. i jak wiele złych rzeczy by uczynił. Z miłości do mnie oddał życie. Ta świadomość bolała.
-Kora wstawaj.-podniósł mnie za ramie Dean.
Głowa Maxa upadła na ziemię bezwładnie.
Dean wyprowadził mnie z pokoju a zaprowadził mnie do jakiejś sypialni. Pomógł mi usiąść na łóżku.
-Tam jest łazienka. Umyj sie bo jesteś cła w wampirzej krwi. Zaraz przyniosę ci antidotum.-powiedział.
Jednak nie wyszedł.. a ja nie wstałam.
-Co to było? Dlaczego przejęłaś sie jego śmiercią?  Zrobił Ci to! Przez niego cierpisz.
-Nie zrozumiesz..
-Czułaś do niego coś?
-Nie.. tylko wdzięczność.. za to ze wtedy kiedy zostałam sama zaopiekował się.. Jego śmierć.. była.. nie chce o tym rozmawiać.
-Dobra.

***

Wzięłam długi prysznic. Cały czas czułam na sobie krew Maxa. Z łazienki wyszłam dopiero kiedy usłyszałam pukanie zniecierpliwionego Deana. Założyłam jakaś koszulę i dresowe spodnie któregoś z nich co mi przynieśli. Oczywiście były o wiele za duże ale lepsze to niż być owinięta w ręcznik a moje stare ubrania nie nadawały sie już nawet do oddania do prania.
Z mokrymi włosami wyszłam z łazienki.
Usiadłam na łóżku. Czułam sie po wzięciu prysznica trochę lepiej.
-Mimo wszystko wyglądasz już lepiej.-powiedział Dean.
Podał mi szklankę w której była krew Maxa. Czułam ją. Po dłuższym zastanowieniu.. zamknęłam oczy i zaczęłam pić.
-Do dnia maleńka..-powiedział.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz