piątek, 4 marca 2016

Od Dean'a

-Co z nią ? - spytał Sammy
-Chyba już okej, szkoda ,że to nadal pierdzielony zmiennokształtny.
-Dean !
-Co ?!
-To nasza przyjaciółka
-Kiedyś było to łatwiejsze, potwór ? potwór, to ciach i po problemie.
Sammy olał moją wypowiedz i poszedł do pokoju w którym leżała Kora, zaniósł jej jakieś
zdrowe śniadanko, krowy dwie, ja byłem za tym żeby dać jej frytki.
(dostała śniadanie do łóżka ponieważ po takim zabiegu może nie być w stanie wstać)
Wyszedł od niej i usiadł w salonie przed laptopem.
-Słuchajcie ta Lilith została stworzona na znak protestu - powiedział Sammy nie odrywając wzroku
od laptopa.
-Co ? Kogo ?
-Lucyfera, po tym jak sprzeciwił się ojcu został wypędzony z nieba i z ludzkiej duszy stworzył
 pierwszego demona, Lilith.
Nagle pojawił się tuż za mną Cas.
-W 1972 roku demon Azazel opętał ciało księdza i jego rękami zgładził 9 zakonnic.
 Ten czyn pozwolił mu na skontaktowanie się z Lucyferem. Upadły anioł powiedział mu
 o 66 pieczęciach i o tym, że po uwolnieniu będzie potrzebował specjalnego naczynia.. ludzkiego
 ciała, które demon będzie musiał odnaleźć.
Na samą wzmiankę o Azazelu robiło mi się nie dobrze, skurwiel zabił naszą matkę !
-Nadal nie wiemy co jest ostatnią pieczęcią - dodał Bobby
-Podejrzewamy ,że jest nią przywódca demonów a ,że Lilith nie dowodzi musi się znaleźć ktoś kto to będzie robił. - ,,Dean, wiesz ,że Sam jest tą osobą, dziwne ,że jeszcze nie zaczął się przemieniać"-
usłyszałem ten głos w głowie. Nie miałem jak odpowiedzieć ale się zdenerwowałem.
Nagle Kora zaczęła dawać oznaki życia (usłyszeliśmy skrzypienie łóżka) Sammy od razu poszedł do niej a ja wygarnąłem aniołowi.
-Nie ! On jest zupełnie normalny.
-Dean, jestem aniołem wiem co mówię.
-Wyjazd mi stąd !
-Nie czekaj ! - wyszedł z pokoju Sammy - Dean, on mówi prawdę mam chwilę gdy nie czuje się sobą
-To jeszcze nic nie znaczy, każdy tak ma
-To co innego - teraz zwrócił sie do Casa- wiesz jak temu zapobiec ?
-Azazel nie żyje
-Bo go zabiliśmy - wtrąciłem zły
-Coś musi cię oczyścić. - odpowiedział Cas całkowicie mnie ignorując
Nagle w drzwiach od sypialni stanęła Kora.
-Co jest chłopaki ?
-O widzę ,że Lesie już wydobrzała - powiedziałem złośliwie
-Spadaj - odparła z lekkim uśmiechem
-Nie powinnaś wstawać z łóżka - powiedział Sammy zatroskany
-Nic mi nie będzie mamo - powiedziała już mniej uśmiechnięta i usiadła na sofie w salonie- to co
 jest grane ? - spytała
-Nic szczególnego kolejna sprawa ale najpierw musimy iść do Alice, zobaczyć jak sobie radzi,
 nie dzwoniła ani nie odbiera. - powiedział Sammy
-To dwie macie pod opieką ? Ja wydobrzeje i spadam stąd, nie będę wam przeszkadzać.
-Zostań ile chcesz - powiedział Sammy i automatycznie ja i Bobby się na niego spojrzeliśmy
 z wyrazem typu ,,co ty pierdolisz?"
-Cas zostajesz czy jedziesz z nami ? - spytałem zakładając grubą skórzaną kurtkę.
Po moich słowach Cas zniknął, był wkurzony.
-Też jadę - chciała się podnieść z kanapy ale zaraz ciężko na nią upadła - dobra ja tu posiedzę
 z Bobb'im
-Dobry pomysł - powiedziałem

W szpitalu byliśmy już chwilę później, Alice nie obudziła się prawie w ogóle od tej pory, może raz,
co chwile tylko nieznacznie się szarpała, coś mało przyjemnego musiało jej się śnić.
Siedzieliśmy przy jej łóżku i czekaliśmy ,może właśnie teraz się ocknie.
Nagle do sali weszła pielęgniarka, podała jej jakiś zastrzyk i wtedy Alice wydała z siebie nieznaczny
krzyk.
-Co to było - zerwałem sie z miejsca
-Pobudzający, dlatego tak zareagowała..  ostatnio majaczyła przez sen, nic konkretnego.
Pielęgniarka wyszła, była bardzo dziwna.  Podszedłem do Alice i potrząsnąłem nią trochę.
-Ej młoda, wstawaj, nie ma lenistwa.
-Dean! - krzyknął Sammy
-No co? - spojrzałem się na niego zdziwiony
-Tak nie
Spuściłem ręce i usiadłem s powrotem na miejscu.
-Dobra
Nagle aparatura do której była podłączona Alice zaczęła świrować
-Dean tracimy ją !
Do sali wbiegli lekarze i kazali nam wyjść, przez szybkę w drzwiach widać było jak ją reanimują.
-Szybko Sam !
-Co ?!
-Wymyśl coś !
-Niby co ?
-Kosiarz nie może jej dostać w swoje łapy !
-Dean nic nie możemy zrobić.
-Pierdolisz
Szybko wszedłem do pustej sali obok i podpoiłem sie pod aparaturę.
-Sammy !
Zawołałem brata. Wbiegł do sali i zatrzymał sie ze zdziwieniem widząc co zrobiłem.
Wypiłem płyn wprowadzający w stan między życiem a śmiercią, tak przynajmniej pisało na ulotce,
potrzebowałem czegoś co mnie załatwi ale nie na dobre.
-Za 4 minuty reanimuj mnie.
Lek zaczął działaś dopiero po jakieś minucie, była to najdłuższa minuta w tym tygodniu,
ale gdy już zadziałał, było dziwnie, wstałem z łóżka i obserwowałem jak Sammy czyta ulotkę na
defibrylatorze a ja leżę na łóżku, fuuu śliniłem się ! Ale jaki przystojny jestem.
Wybiegłem z sali i poszedłem do Alice, lekarze już przerywali reanimacje, odpuścili, stwierdzili
,że już nie żyje. Ale ona jeszcze żyła! Nagle gdy lekarze wyszli zauważyłem jak jakaś brunetka stoi
w koncie i sie przygląda.
-Hej ! Kim jesteś ? - spytałem
-Dean, nie możesz tego zatrzymać, przyszłam po nią.
Powoli sunęła w stronę Alice, nie szła ale sunęła jakby unosiła się w powietrzu.
-Daj mi tylko chwilę !
-Dean nie mogę... umarłeś ? - nagle ze zdziwieniem spytała
-Nie do końca.
Nagle kosiarz (ta brunetka) wyciągnęła rękę w stronę Alice i po chwili duch Alice wychodził z ciała.
Spanikowałem, szybko rzuciłem się w ich stronę, ducha Alice wepchnąłem s powrotem jedną ręką a drugą dźgnąłem kosiarza srebrnym nożem ale to nic nie dało, kosiarza można zabici tylko jedynie jego własną kosą, z drugiej strony Alice wróciła do siebie, obudziła się żywa. Nie widziała nas
ponieważ jesteśmy tylko duchami ale my ją tak.
-Nie powinieneś, popsułeś ca....- wypowiedz kosiarki przerwał Sammy
Udało mu się mnie reanimować.
-Co tak szybko! Nie skończyłem.
-Dean minęło 5 minut
-Serio ?
-Tak. Co z Alice ?
-Żyje
Wyrwałem aparaturę i te różne kabelki z siebie i razem poszliśmy do Alice.
Sammy przyjaźnie ja przytulił
-Jak dobrze ,że żyjesz - powiedział Sammy puszczając ją z objęć.
Ja stałem w drzwiach z założonymi rękoma.
-Nie ma za co.
-Co się stało? - była oszołomiona. Nic dziwnego.
-Jedziesz z nami - dodałem
-Dean tu jest bezpieczniejsza. - powiedział Sammy
-Serio? Tu w tym pokoju patrzy się na nią kosiarz, taka niezła dupa brunetka, i chętnie by ją sobie
wzięła i sądzę że następnym razem nie da nawet szansy na jej uratowanie.

Pół godziny później dotarliśmy do domu, ja, Sammy i Alice. Pokój gościnny zajęła Kora więc Alice
musiała chwilowo zadowolić sie pokojem Sama.
-Co to ? Przytułek ? - spytał ironicznie Bobby
-Wydobrzeją to sobie pójdą.
-Ta, pomogę im w tym. - usiadł koło Kory na sofie, ona się spojrzała na niego zdziwiona - no co?
 Po pokoju Dean'a następny jest mój.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz