Z rana odwiedziłem grób starego przyjaciela, osoby którą kiedyś znałem.
Grób znajdował się na wolnej przestrzeni, nie był wykwintny, drewniany krzyżyk
i kupka ziemi, nie chciał niczego więcej...
Czasami tu przychodziłem aby pomyśleć, jak ludzie się zmieniają
pod wpływem różnych wydarzeń.
Właśnie skończyła mi się fajka, peta wrzuciłem do dołku w grobie
i wróciłem do warsztatu.
Tak naprawdę mieszkam tu od niedawna.
Rok temu kupiłem tą posesje z bratem,
w pierwszy dzień po kupnie, sprawy się skomplikowały i odszedłem,
jak wróciłem jego już nie było, postanowiłem otworzyć interes sam.
Właśnie grzebałem przy impali gdy przyszła klijętka,
jak to mechanik byłem nieźle utyrany.
Dziewczyna była ładna i elegancka, cichym głosem powiedziała.
-Em.. dzieńdobry
Spojrzałem się na nią nie przerywając pracy
-Dzieńdobry, w czym pomóc ?
-Coś mi się dzieje z autem, czasami zapali czasami nie.
-A podpinała kiedyś pani akumulator do niego ?
-Emm.. chyba kiedyś..
Wytarłem ręce o spodnie i podszedłem do jej wozu stojącego na podjeździe.
-Tak jak myślałem, cos z akumulatorem, chyba awaria, ale naładować też by się przydało.
-Długo to potrwa ?
Zorientowałem sie o co może jej chodzić, babka myślała że zrobie to w 5 min i bedzie
mogła nim wrócić do domu. Spojrzałem sie na nią z ukosa.
-Podwieźć gdzieś Panią ? Troche mi tu zejdzie.
-Do domu, jakby się dało... - speszyła się i schowała ręcę za siebie lekko sie rumieniąc.
Wróciłem do impali, zdjąłem ją z lewarka, podjechałem na podjazd. Odsunąłem szybę.
-Proszę wsiadać.
Często przychodzą do mnie takie niemotki, niektóre są jeszcze lepsze, wjeżdżają na podjazd
i czekają w aucie aż podejdę a gdy już to robię to nie potrafią powiedzieć nic
o swoim pojeździe i dzwonią do rodziców/chłopaków o pomoc.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz