sobota, 30 stycznia 2016

Od Dean'a

Wydarzenia po spotkaniu Castiela.

Obudziłem się w warsztacie, nie wiedziałem jak się w nim znalazłem.
Czułem się jak na kacu, na drewnianym trochę zaniedbanym stole stało piwo,
sięgnąłem po nie i wziąłem potężnego łyka wchodząc do kuchni.
-Nie uwierzysz jak powiem ci co mi się śniło - powiedziałem do Bobbi'ego czytającego
swoje stare książki.
-Castiel ? Wiem, mieliśmy ten sam sen, z tego co tu widzę anioła nie da się tak
po prostu zobaczyć.
-Dobra to przypuśćmy ,że anioły istnieją i Bóg też, po co się ujawnił.
Spojrzał się na mnie głupio.
-No nie wiem, może dlatego że go wezwaliśmy ?
-Tak po prostu ?
-Bardziej mnie zastanawia jaki on ma w tym interes.
-Później za to się weźmiemy teraz choć, mamy dwie zaginione, znałem je.

Po ogarnięciu sytuacji i znalezieniu Sama.

Sammy był jakiś inny, dawniej był, bardziej wrażliwy i w ogóle coś mi w nim nie pasowało,
ale w końcu nie widzieliśmy się rok, był pewny ,że już mnie nie zobaczy.

Byliśmy w naszym domu razem z Jane, nie byłem przekonany co do niej, jest potworem
takich się zabija z miejsca, prędzej czy później ona kogoś zabije, nie możemy do tego
dopuścić. Aby jej pomóc przekonało mnie to że ona tu jest ofiarą zaatakowaną przez
potwora, no i była całkiem niezła.
-Sam nie wiem czy to dobry pomysł, chronić potwora ? - rozmawiałem z Sammem w kuchni patrząc na Jane stojącą w salonie.
-Też właśnie sie zastanawiam.
-Można spróbować jej pomóc na co są małe szanse, chwilowo trzymajmy ją na krótkiej smyczy.
Sammy odburknął na znak że się zgadza.
-A ty Bobby co uważasz ?
Bobby siedział na krześle i nie odrywał wzroku od wampira.
-Nie podoba mi się to. - skwasił minę
-O a właśnie, coś dawno Lisy nie widziałem, wiesz coś może ?
-Na pewno ma swoje problemy.
-A ja wole zadzwonić.
Wyjąłem komórkę i zadzwoniłem, jeden sygnał, drugi sygnał, trzeci i ,,Tu Lisa, proszę zostawić wiadomość"
-Hej, Lisa, co tam u ciebie słychać? Dawno sie nie widzieliśmy, stało się coś ? oddzwoń - schowałem telefon do kieszeni spodni i odetchnąłem. - wszędzie czuje kłopoty. Sammy wierzysz w anioły ?
-Sammy miał dwanaście lat, teraz jest Sam - odburknął
Uraził mnie trochę tym tekstem - dobra to wy tu siedźcie a ja poszukam Lisy - wziąłem kurtkę z krzesła i wsiadłem do Impali, byłem w drodze do domu Lisy gdy nagle przed moim autem pojawił się Cas, musiałem ostro hamować by idioty nie przejechać.
Wysiadłem z auta i wkurzony spytałem.
- Kim jesteś?
- Castiel
- Wiem to! Miałem na myśli... czym jesteś?
-Aniołem
- Nie ma czegoś takiego!
- To twój problem, Dean. Brak wiary.
Obudziłem się na podjeździe swojego domu, tak jakbym w ogolę nie wyjechał na ulicę. Wyjąłem kluczyki i wróciłem do środka, usiadłem na starej sofie w salonie trzymając się z głowę, bolała mnie.
-Chcesz aspirynę? - spytał Sam
- Nie, dzięki House - otworzyłem piwo
-Co się stało ? - spytał Bobby
-Prawie potrąciłem anioła a później okazało się że nawet nie odpaliłem auta. - wziąłem łyka
-Anioła ? Naprawdę coś z tobą nie tak. - powiedział Sammy
-A jednak jakoś żyję a ten pieprzony kurczak sie ze mną bawi.
-Dobra omińmy tę rozmowę, co robimy dalej z Jane ?
-Jeśli jaszcze nie piła krwi to możemy jej pomóc wrócić do normalnego stanu - odparł Bobby.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz