poniedziałek, 18 stycznia 2016

Od Jane (Moiry)

-Powiedz jej coś, co cholery, Moira! - krzyczy moja siostra zrezygnowana.
-Ale, przepraszam, co mam jej powiedzieć? - zaśmiałam się. - Nawet nie wiem o co wam chodzi...
-O co chodzi? Już ja ci powiem, o co chodzi! - zaczęła mama. - Twoja siostra, wyobraź sobie, zerwała zaręczyny z Robertem!
-No i co ja mam do tego?
-To, że jesteś sama od dłuższego czasu ale mimo wszystko przeczytałaś przez każdą możliwą książkę romantyczną i każdy film romantyczny nie rojąc żadnej łzy, więc powiedz mi co mam robić bo ja nie wytrzymuję, Moira! - marudziła mama.
-O nie,nie,nie! O Roberta ci chodzi?! - krzyczy siostra.
-Tak! I nie podnoś na mnie głosu tutaj! - mówi mama teatralnym, pełnym bólu głosem.
-Dlaczego zerwałaś z nim zaręczyny? - spytałam.
-Bo on nie jest dla mnie! Chce dom, dzieci, ustatkować sobie życie na jakiejś pieprzonej ulicy z domami po miliard dolców na dodatek z ludźmi, którzy zamawiają tylko i wyłącznie trawę z jakiś tropików i nie pozwalają trzymać w domu zwierząt! A, no i jeszcze lepsze, słuchaj tego! Nie. Można. Wchodzić. Na. Ten. Twój. Pieprzony. Trawnik. Z. Pieprzonych. Tropików.!
-Mamo, przepraszam cię, ale ja nie mam ochoty się użerać...
-Powiedz co mam robić! Bo ja już jestem na skraju załamania nerwowego!
  Poszłam bez słowa przed siebie i zeszłam po schodach. Jak strzała popędziłam do drzwi wyjściowych ale matka jak chce to potrafi biegać niczym gepard za zdobyczą - stanęła nad schodami i krzyknęła do mnie a ja... no cóż, udawanie, że się jej nie zna... nie działa. Próbowałam.
-Gdzie Ty się wybierasz? - spytała podejrzanie.
  Uśmiechnęłam się głupio i próbowałam wymyślić wymówkę.
  Spojrzałam się na drzwi do łazienki zaraz obok... Tam się mogę ukryć aż wróci ojciec... naprawdę go podziwiam. 32 lata z mamą wytrzymać to jest sztuka. Ale tata powtarzał mi i mojej siostrze, że to wymaga wprawy i on już się nauczył godzić miłość do niej i nie odzywanie się gdy ona ma swój atak paniki czy po prostu jej odbije. Wiele osób uważa, że jest kopnięta. Ona po prostu lubi mieszać się w czyjeś sprawy, kocha plotki, a najbardziej to lubi mieszać się w życie Sarah. Na moje szczęście - mnie się nie czepia - bo uważa mnie za nieudacznicę życiową która w wieku prawie dwudziestu lat nie ma męża ani nie uczy się na studiach. Po prostu nie wiem co chcę robić w życiu a ona wstawia mnie na czarną listę. Kochana mamusia. Ale przynajmniej mam ją z głowy. Śmieję się z Sarah, że ma ją na głowie. Bo ona z nią jeszcze mieszka, a ja zrozumiałam, że jedynym wyjściem jest spakować się i najlepiej zamieszkać na drugim końcu miasta.
-Moira, nie wyjdziesz z tego domu dopóki nie powiesz mi co mam robić! Próbowałam ich pogodzić, ale Sarah się upiera, że nie chce takiego życia! O Boże Przenajświętszy, Matko Chrystusowa dajcie mi cierpliwość...
  Zamknęłam się szybko w toalecie i wzięłam głęboki oddech wściekła.
-Moira wyłaź szybko! - pukała do drzwi matka.
-Dom wariatów... po prostu tu dłużej nie wytrzymam... - spojrzałam na okno w łazience i odetchnęłam z ulgą.
  Nie, to będzie po prostu komiczne kiedy ucieknę z domu w którym się wychowałam i który powinien być tym najbezpieczniejszym... przez okno.
  Wyszłam z łazienki, złapałam skórzaną kurtkę w rękę i uciekłam przed siebie.
  Sarah napisała mi SMS-a, że jestem szczęściarą i wprowadza się do mnie bo inaczej, jeśli matka jej nie zabije, to zabije się sama.
 
  Wróciłam do pracy i przy barze stała Ana. Podeszłam do niej z uśmiechem dysząc.
-Co taka zmęczona? - spytała zdziwiona.
-Ucieczka przed matką... - wzięłam głęboki wdech. - Ty się nie przemęczasz czasem?
-Nie, fajnie tu. Poza tym jak można przemęczać się z powodu pracy za barem nalewając piwa?
-Nie brak ci snu, odpoczynku? Przecież jesteś człowiekiem a nie jakimś cyborgiem. - zaśmiałam się.
  Ona zesztywniała i szepnęła.
-Alex na ciebie czeka w tamtym stoliku. - skinęła lekko głową w jego stronę.
-Jak nie wrócę możecie wszyscy zacząć się martwić...
-Co masz na myśli?
-Po prostu on nie jest typem za którego go uważałam...
-Miał tu dziś przyjść ten Dean... poratujesz? - zaśmiała się.
-Jasne, jak przeżyję spotkanie z wytatuowanym.
  Ruszyłam w stronę Alexa. Usiadłam przed nim zestresowana, po prostu udawałam, że jestem wyluzowana.
-Hej, cukiereczku.
-Czego znowu chcesz?
-Męczy mnie pewna sprawa... - zaczął, a ja przewróciłam oczami.
-Co znowu?
-Pracujesz dzisiaj?
-Nie, a co? Mam wolne...
-To czemu tu jesteś?
-Piszesz książkę?
-O tak pięknej dziewczynie....
-Przyszłam odwiedzić Anę. Miałam zamiar dotrzymać jej towarzystwa...
-To nie dotrzymasz.
-Proszę? - spytałam zdziwiona.
-Idziesz ze mną.
-Gdzie...?!
-Bez gadania, idziemy.
  Pociągnął mnie za łokieć a ja skinęłam do Any, że wszystko jest w porządku.
-Poczekaj... - powiedziałam do Alexa.
   Podbiegłam do Diany.
-Wszystko jest w porządku? - spytała. - Gdzie on cię zabiera?
-Spokojnie, będzie dobrze. - zaśmiałam się. - Nie martw się o mnie.
  Wróciłam do Alexa... i poszłam z nim do jego samochodu. Wrzucił mnie do środka i odjechalismy... Nie wiem gdzie ani dokąd...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz