Było południe wracałem właśnie z poczty, odbierałem paczkę z zamówieniem.
Idąc z wielkim pudłem do auta non stop myślałem, po co i kto mnie wrócił do żywych.
Co jak co ale byłem ostatnią osobą która na to zasługiwała. Obawiałem się że mógł
to zrobić Sam ale to było nie możliwe i w wykonaniu i w charakterze Sama,
nigdy nie lubił zmieniać losu czy przebiegu zdarzeń. Wrzuciłem pudło do bagażnika
i ruszyłem w stronę warsztatu.
Może powinienem odnaleźć Sama, minęło już tyle czasu..
Nagle kantem oka zauważyłem Lisę, znów miała kłopoty, prowadziła napiętą rozmowę
z tym samym kolesiem co przy barze.
Zatrzymałem auto niedaleko i podbiegłem do Lisy, szybko wylewając szklankę wody święconej
na kolesia
-Ochłoń kolego ! - uśmiechnąłem się
Zaczął uciekać miałem go gonić ale Lisa mnie złapała za rękę
-Co ty zrobiłeś !
-Rozmawiałaś z demonem - odparłem szybko wyrywając dłoń z jej uścisku.
-Wiem !
Zapomniałem już o nim, spojrzałem się na dziewczynę.
-Wiesz ?
-Wsiadaj do auta.
Byliśmy w moim samochodzie.
-Kim jesteś - spytałem
-Łowcą tak jak ty.
-Poważnie ? To czemu go nie zabiłaś ?
-To jest bardziej skomplikowane.
Wjechaliśmy na warsztat, zaparkowałem samochód przy biurze, i wniosłem pudło do środka.
-Te skurwiele są wszędzie. - powiedziałem odkładając pudło
-A żebyś wiedział - dodała oglądając coś na szafce
Wyszedłem drugim wyjściem prowadzącym bezpośrednio na parking.
Niespodziewana osoba stała 3 metry od mnie na parkingu, zamurowało mnie.
Nie odezwałem się nawet słowem. On też nie.
Był to Bobby, stary dobry przyjaciel, był jak ojciec, zawsze mogliśmy na niego liczyć.
Wtedy nie zastanawiałem się co on tu robi i skąd wie że żyję.
Nagle zaszarżował na mnie, wyciągnął srebrny sztylet i z uporem maniaka chciał mnie zabić.
-Czym ty jesteś ! - krzyczał
-Bobby ! to ja !
-Dean nie żyje, gadaj !
W trakcje szarpaniny, kopnąłem go w łokieć i sztylet wypadł mu z ręki, obaj się na niego rzuciliśmy.
Był pierwszy, świsnął mi nim przed nosem. Chwyciłem go za nadgarstek i drugą ręką wyrwałem nóż.
Szybko odskoczyłem i stojąc na prost niego, podwinąłem rękaw.
-Jakbym był demonem czy zrobił bym tak ?
Lekko sie naciąłem.
Po chwili ciszy, zrozumiał że to ja.
Ze łzami w oczach spojrza się na mnie, trzymając dłoń na mojej twarzy.
Nagle nie wiadomo skąd wyciągnął wodę święconą i chlusnął mi nią w twarz.
-To ja - powiedziałem podirytowany
-Przepraszam, musiałem sprawdzić... Jak to w ogłe możliwe ?
-Też chciałbym wiedzieć.
-Zawarłeś pakt z demonem !?
-Nie!
-Dean mi możesz powiedzieć wszystko ! zawarłeś ten cholerny pakt czy nie !
-Mówię ,że nie !
-To kto ?...Sam
-Nie, on nie mógł.
-A więc sprawdźmy co to zrobiło.
-Jak ?
-Wezwiemy to coś.
Bobby zawsze był konkretny i nie lubił marnować czasu.
Nagle przez drzwi weszła do nas Lisa, podparła się o ścianę i obserwowała,
automatycznie ja i Bobby spojrzeliśmy się na nią.
-A to kto ?
Pewnie podeszła do nas witając się
-Hej, jestem Lisa - stanęła po mojej prawej
-Em.. hej Lisa - Bobby wzrokiem dawał mi znać ,że chcę rozmawiać ze mną bez niej,
o tym jak wezwiemy to coś
-Jest z nami, też jest łowcą. - powiedziałem
-A to tak? zmieniłeś zespół ? - zirytował sie
-Znam ją od paru dni.
Wieczorem byliśmy już w starej stodole czy czymś, ważne że było opuszczone
i gdzieś na uboczu miasta.
Przerysowaliśmy wszystkie możliwe znaki religijne ze wszystkich kultur na ściany.
Mieliśmy też wszystko aby zabić prawdopodobne stworzenia mające moc wskrzeszania.
-To jak, zaczynamy ? - spytałem
-A to chcesz się modlić - odparł
Lisa cicho siedziała w koncie i obserwowała.
Bobby czytał tekst po łacinie a ja czekałem aż to coś sie pojawi.
Długo nie musieliśmy czekać, po pierwszych paru słowach żarówki pękły,
zrobiło się ciemno. Na dworze szalała burza. Bobby nie przerywał a ja byłem
coraz bardziej spięty. Budynek zaczął sie trząść a wiatr zrobił w nim zamieszanie,
wszystkie sprzęty spadły na ziemię. Słychać było przeraźliwy pisk, dźwięk
o bardzo wysokiej częstotliwości. Był nie do wytrzymania, upadłem na ziemię
zakrywając uszy, Bobby też.
Nagle przed nami pojawił sie człowiek.
Jego cień miał potęrzne skrzydła, robiły niesamowite wrażenie, tym bardziej że nie
wiedzieliśmy czym to jest.
Pare sekund po tym jak sie pojawił Lisa zniknęła.
-Witam Dean - powiedział patrząc mi sie w oczy.
-Czym jesteś ? - spytał Bobby
-Aniołem. To mnie szukacie
-Anioły nie istnieją - wstałem patrząc trochę na niego a trochę na Bobb'iego.
-Jestem Castiel.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz