wtorek, 19 stycznia 2016

Od Jane (Moiry)

  Zanim Alex usiadł za kółkiem otworzył drzwi zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć lub zaprotestować, on rzucił się na mnie i przyłożył coś do ust i nosa. Chustka nasiąknięta chloroformem. Straciłam przytomność w kilka sekund, zrobiło mi się słabo, świat zawirował i po prostu padłam.

  Otworzyłam oczy. Leżałam w jakiejś dziwnej piwnicy z tapetą z okropnym wzorem. Podniosłam się z trudem i na głos spytałam sama siebie gdzie ja w ogóle się znalazłam, a odpowiedział mi męski głos. Zanim zorientowałam się skąd on dochodzi wpadłam na włącznik światła i moim oczom ukazały się stare szafki, meble, różne starocie i na jakimś zniszczonym, rozpadającym się łóżku - jakiś facet.
  Zszywał sobie ramię czarną nitką. Podeszłam do niego zaszokowana.
-O Boże... mogę jakoś pomóc...? - spytałam. - Gdzie jesteśmy?
-Jesteśmy w tunelu pod domem Alexa. Pewnie skoro tu jesteś już go poznałaś... Pozwolisz, że skończę? - wskazał na radę i bez czekania na moją odpowiedź kontynuował.
-Kim jesteś?
  Zaszył sobie do końca ranę a ja pełna strachem i szokiem wpatrywałam się w niego.
-Łowcą.
-Łowcą? - spytałam.
-Ach. No tak, ty jesteś człowiekiem. - zaśmiał się mimo bólu który odczuwał.
-Wyjaśnij mi to...
-Po prostu wiesz, łowca, łapię sarenki, wilczki, niedźwiadki i zajączki w paskudnym i złym lesie, taki tam sobie leśniczy. - wyczułam od niego ironię i cynizm ale zignorowałam to.
-Ile tu jesteś?
-Od wczoraj, dokładnie.
-Nigdy cię wcześniej tu nie widziałam.Jak tu trafiłeś?
-Wiesz, jestem ogólnie łowcą, czyli na twój język zabójcą na zlecenie. Ale ćśś, bo ktoś usłyszy.
-Nie żartuj sobie.
-Myślisz, że żartuję? No, fakt, trochę żartuję. Po prostu jestem fachowcem, rozumiesz?
-Ile masz lat?
-Dwadzieścia dwa. - odparł. - Przyjechałem tu szukać swojego kumpla... rozdzieliliśmy się kiedyś. Ale niestety złapał mnie Alex i dupa.
-Dlaczego cię złapał? I dlaczego masz tą ranę?
-Złapał mnie, ponieważ trochę mu przeszkadzałem zbliżyć się do takiej jednej dziewczyny. Przy okazji szukałem mojego kumpla, raz go widziałem w barze ale wtedy zostałem zaatakowany. Podałabyś mi to wino które leży na półce?
  Odwróciłam się i podeszłam do półek z winami.
-Tak, rocznik 1975. - kiwnął głową.
  Odkręcił korek bez najmniejszego wysiłku i oblał sobie ranę winem.
-Kurwa. - zacisnął zęby. - Dzięki.
-Moge jeszcze jakoś pomóc?
-Po prostu siedź i się nie wychylaj. Najlepiej jak on przyjdzie daj mi działać.
  Wziął łyka wina i rzucił butelkę w głąb piwnicy. Sięgnął do kieszeni i tam miał jakąś dziwną broń z dziwną strzałą.
-No co Ty?! Będziesz tu strzelać?!
-Daj mi odwalać robotę.
-Mówiłeś wcześniej, że broniłeś jakiejś dziewczyny. Dlaczego?
-Łowca ma za zadanie chronić kogoś na czyjeś zlecenie, czaisz?
-Na czyje? Jak brzmi imię tego kogoś?
-Serafina.
-A imię dziewczyny, którą masz chronić?
-Diana.
-A drugie imię...?
-Anastazja. Słuchaj, zadajesz zbyt dużo pytań. Wkurwia mnie to.
-Znam Dianę.
-To świetnie, w takim razie jak nas stąd wydostanę to chętnie, czerwony kapturku, możesz mnie do niej zaprowadzić.
  Alex wszedł do piwnicy.
-No witam was skarby moje. - powiedział.
-Hej słonko. - odparł luźno mężczyzna. - Jak tam dzionek? Nie jesteś jeszcze spaloną grzanką, pijaweczko?
-Czemu nas tu trzymasz? Czemu mnie? - spytałam.
-Bo mi przeszkadzasz w zdobyciu zaufania Diany i Alka, rozumiesz? Ale na razie sie odsunę od nich, mam was. To mi starczy. Mark! - za Alexem pojawił się jakiś inny facet
-Milusio. - uśmiechnął się mężczyzna który był więźniem tak jak ja. - Impreza się rozkręca.
-A Ty jak zwykle z humorem. - westchnął znudzony Mark. - Na razie nikt o mnie nie wie. - zwrócił się do Alexa. - Nie pojawiamy się przez miesiąc, mamy co jeść więc oni tu zostają. Lepiej, żeby nikt nie wiedział że tu jesteśmy, zwłaszcza Diana i Alek.
  Gdy wychodził ten Mark, podeszłam do niego i pociągnęłam za rękaw skórzanej kurtki.
-Czekaj! Jak to !? Przez miesiąc mamy tu siedzieć...?
-To Ty tak pięknie pachniesz... Twoją krew czułem w całym mieście... niestety, nie mogę cię tknąć.
-Zaraz! Dlaczego...?!
-Bo jesteś mi potrzebna. - zaśmiał się i straciłam grunt pod nogami.
  Zemdlałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz