Byłam więźniem w rezydencji Marka. Jednak mogłam poruszać sie swobodnie po całym jej obszarze.
Poszłam do jednego z pokoi.
-Witaj Amet.-powiedziałam wchodząc.
Amet była czarownicą. Ona miała poprowadzić cały rytuał. Nie udało mi sie jej przekonać by tego nie robiła jednak zawarłam z nią umowę. Cena była duża jednak nie miałam wyjścia.
***
Przed 22 zeszłam do piwnicy. Tam były cele. Nie mogłam ich z stamtąd wyciągnąć. Mogłam z nimi tylko przez drzwi rozmawiać.
-Alek..-odezwałam się.
-Ana uciekaj!-powiedział podchodząc do drzwi. Przynajmniej dzielił cele z Jane.
-Nie mogę.
-Nas sie nie da uratować ale ty możesz uciec!
Jane nadal nie mogła przyjąć do siebie co sie dzieje. Widziałam w jej oczach ze sie mnie zaczęła bać.. i Alka. Wiedziała już że jesteśmy wampirami. Znała naszą historię. A teraz się bała.
Co do mojej umowy z czarownica nikomu nie powiedziałam o niej. Oni też nie wiedzieli. Nie mogli. Mark by sie domyślił wtedy. I nic by sie nie udało.
-Będzie dobrze braciszku.
Wsadziłam przez kraty dłoń i dotknęłam jego policzka.
-Kocham Cię Aleksej.
Zamknął oczy. Nie bał sie o siebie tylko o mnie ale to on miał zginąć a ja miałam tylko przemienić się w hybrydę.
Obok mnie pojawił sie wampir Marka. Zabrali mnie na górę. Przygotowania do obrzędu miały sie już zacząć.
***
Zaprowadzono mnie na polanę. Widziałam już na niej kręgi z ognia. Obok było ognisko i tam przy nim stała Amet. Kiwnęła mi głową. W ognistych kręgach były już wszystkie "składniki". Zobaczyłam Alka który od razu wstał kiedy mnie zobaczył. Musiał uważać.. ogień mógł go zabić. Jane siedziała skulona. Łowca chodził w kółko i było widać że stara sie coś wymyślić. Wilkołak którym była śliczna dziewczyna tylko stał i patrzył sie na czarownice.
Podprowadzono mnie do ogniska. Mark kazał mi mimo wszystko podać dożylnie trochę werbeny bym była przytomna ale nie mogła używać wampirzych zdolności by postarać sie kogoś ratować. I tak nie zamierzałam. Zawarłam przecież umowę z czarownicą.
Księżyc znalazł sie w odpowiednim punkcie. Mark podszedł do kręgu z wilkołakiem. Krąg znikł. Dziewczyna rzuciła sie na niego ale ten był szybszy. Wyrwał jej serce. Jej ciało upadło bezwładnie na ziemię. Usłyszałam krzyk Jane.
Mark wrzucił serce wilkołaka do ogniska. Amet mówiła cały czas zaklęcie. Mark podszedł teraz do łowcy. Go też zabił. Szybko i na pewno boleśnie. Teraz kierował się do Alka. Mimo wszystko miałam łzy w oczach. Kiedy płomienie znikły Alek zaatakował Marka. było oczywiste że nie podda sie bez walki. Złamał Makrowi rękę. Jednak go to nie powstrzymało i wyciągnął kołek. Wbił go w serce mojego braciszka. Alek złapał oddech i upadł na kolana po czym upadł na ziemię plecami. Mark się nad nim nachylił i wyszeptał do ucha mu jakieś słowa. Nie słyszałam co takiego. Zamknęła moczy kiedy wyciągnął z ciała mojego brata kołek który wrzucił do ognia. Teraz skierował sie po Jane. Ona wstała a kiedy ogień znikł zaczęła uciekać. Mark szybko ja jednak złapał i zaciągnął pod ognisko. Tam zanurzył w niej kły.
Patrzyłam na to wszystko z bolącym sercem. W stronę ciała brata nawet nie patrzyłam. Nie byłam w stanie.
Słyszałam jak serce Jane powoli przestaje bić po czym przestało.
Czarownica coś krzyknęła w jakimś obcym mi języku i ogień zgasł jednak po chwili sie zapalił. Ciało Jane leżało bezwładnie na ziemi.
Czarownica skończyła zaklęcie.
Mark z uśmiechem skierował sie do mnie.
-Teraz już na zawsze będziemy razem. Będziesz taka sama jak ja.
Nie broniłam sie .Ugryzł mnie. Taka była cena mojej umowy z czarownicą. Musiałam stać sie hybrydą.
****
Zimno.
Brak czucia.
Mętlik w głowie.
Otworzyłam oczy.
Mrok. czarny jak polarna zima.
U m a r ł a m ???
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz