sobota, 16 stycznia 2016

Od Jane (Moiry)

  Fajna była ta dziewczyna. Czuć od niej dobro, a przynajmniej ja to odczuwałam. Nie było dziś w pracy Alexa, pewnie przyjdzie pod wieczór jak zwykle, jako DJ. A z koncertem się nic nie udało, nie mogłam uwierzyć, że fałszywy dowód od jego kumpla okazał się kompletną klapą.
-Gdybyś potrzebowała jakiejkolwiek pomocy jestem na tamtej kanapie - wskazałam palcem. - Trafiają się tu nie zbyt przyjemni goście więc jeżeli będzie jakiś problem to nie rób nic głupiego... ja ostatnio pozwoliłam by nerwy wzięły górę i dostałam zmianę pracy chwilowo na mycie aut... Ale Ty jesteś nowa, więc pewnie Roger przymknie na Ciebie oko.
-Dzięki. - powiedziała, jakby dziwnie zaskoczona. - Gdyby coś było nie tak to wiem do kogo się zwrócić.
  Uśmiechnęłam się i usiadłam w kanapie. Miałam wolne do wieczora, czyli jakąś godzinę zanim zasiądę na swoim honorowym miejscu nalewania drinków obok Any. A tymczasem przyszła nasza klubowa księżniczka - Alex. Uśmiechnął się i usiadł obok mnie.
-Hej ślicznotko. - mrugnął do mnie. - Wkurwiłem się, że nie poszliśmy na ten koncert. Obiłem mordę temu kłamcy i oszustowi. Mówiłem, że to cholernie zły pomysł.
-Nie musiałeś lecieć do niego z łapami, wiesz? - westchnęłam. - Mamy nową koleżankę w pracy. Już ją lubię.
-Jaka? - ciekawy zmrużył oczy i odwrócił się by przejrzeć klub.
-Stoi przy barze.
  Jego jakby zmroziło, jakby... czegoś nagle się dowiedział i to było bardzo ważne. Coś, co wpłynęło na niego zbyt mocno by mógł sobie to darować i przełożyć na inną chwilę. Musiał to coś zrobić teraz.
-Słuchaj... ja...
-Nie. Alex... ja wiem, że martwisz się o swoje stanowisko w barze... ale DJ-ka jest tylko przekazana dla Ciebie. Słuchaj, wiem! Może wyskoczymy gdzieś razem, weźmiemy Anę... po pracy?
  Jakby się uspokoił i usiadł s powrotem na miejsce.
-No... dobra. A gdzie?
-Do miasta?
-Ale konkretnie?
  Zmrużyłam oczy zdziwiona. Co go to tak naprawdę obchodzi gdzie pójdziemy? To mało ważne. Ważne jest to, żeby Ana zaklimatyzowała się z ekipą pracującą tutaj i żeby nabrała pewności siebie, żeby zaprzyjaźniła się z kimś tutaj. Skoro jest nowa... pewnie chciałaby mieć z kimś do pogadania od czasu do czasu.
-Co cię to tak interesuje?
-Bo chciałbym po prostu wiedzieć.
-Wiesz co... - wstałam. - Może lepiej nigdzie nie pójdziemy. Sama sobie zorganizuję czas z Aną.
  Wyczułam, że coś do niej ma a to mi się nie spodobało. Postanowiłam go spławiać jak najdalej od Any. Nie można pozwolić by cokolwiek jej się stało. Po Alexie można spodziewać się wielu rzeczy a nie chcę się dowiadywać co dokładnie może wykombinować.
-Jak to?
-Zachowujesz się dziwnie.
-Jak dziwnie?
-Może pójdziemy do innej pracy... albo ją przed tobą ostrzegę...? - zaczynałam stawać się wredna.
-Moira, nie igraj ze mną....
-Jak do mnie powiedziałeś? - zbliżyłam się do niego i nachyliłam nad nim. - Nigdy tak do mnie nie mów, jasne?
-Bo co? - uśmiechnął się.
-Bo przestanie być tak kolorowo.
-Nie zadzieraj ze mną.
-Grozisz mi?
-Tak.
-Spieprzaj.
  Poszłam do Rogera i powiedziałam mu, by nie pozwolił zbliżyć się Alexowi do Any. Więc wyszedł z gabinetu z góry i stał z Aną przy barze pilnując jej i tym samym Alexa. Powiedział jej, że niby ją sprawdza czy dobrze pracuje i czy da sobie tu radę, ale tak naprawdę wiedziałam, że chroni jej. Alex mimo wszystko czuje respekt do Rogera, wiadomo, ma jakieś szeroko postawionych kumpli którzy pewnie zrobili by z moim przyjacielem porządek, ale chyba i tak byłby skłonny zrobić krzywdę Anie.
  Przeszłam koło domków letniskowych prosto na chodnik i przejazd do ośrodka. To nie był taki letniskowy ośrodek tylko... można powiedzieć, że imprezowy. Nie często się takie coś spotyka, ale Roger jest burmistrzem miasteczka i naprawdę przykłada się do tego, by miasto było porządne i było gdzie poimprezować, spędzać wakacje... trochę to wszystko posegregowane ale i tak szacunek za to co stara się zrobić. Ma dobre serce.
-Przepraszam.
  Wpadłam na kogoś. Odsunęłam się i spojrzałam na blondyna, dość wysokiego.
-Nie codziennie wpadam na piękne kobiety.
  Uniosłam brwi patrząc się na niego.
-A ja codziennie spotykam facetów, którzy podrywają losowe dziewczyny.
-Nie ma co się dziwić, jeśli oni latają za Tobą cały czas.
  Zaśmiałam się.
-Jestem Dean.
  Uśmiechnęłam się lekko.
-A ty? - spytał oczekując, że powiem mu swoje imię.
-Z grzeczności powinnam się przedstawić... ale pozostawmy mnie jako anonimową.
-Dlaczego? - spytał ciekawy.
-Bo lubię być tajemnicza. - zaśmiałam się. - Albo po prostu trzymać kogoś w ciekawości.
  Podałam mu rękę.
-Moira... ale mów mi Jane.
-Dlaczego?
-Lubisz zadawać pytania ''dlaczego?'' z tego co zauważyłam.
-Czasem zacina mi się płyta przy pięknych dziewczynach.
-Ach, bo jest ich wiele. - zaśmiałam się. - Nie mam czasu na rozmowy, przepraszam... zaczynam pracę za dziesięć minut.
-Gdzie pracujesz?
-Za dużo pytań, panie Dean.
-Odpowiedz.
-Odpowiem na pytania kiedy będzie na to czas i miejsce. - nadal się uśmiechałam. - Skoro jesteśmy przy Ośrodku Rogera to możliwe, że pracuję gdzieś tam.
  Pokręcił głową i zaśmiał się.
-Jest tam wiele ładniejszych dziewczyn, panie Dean. A teraz może do zobaczenia. - kiwnęłam głową i odeszłam szybko w stronę ośrodka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz