Wysiedliśmy z autobusu. Wzięłam brata za rękę i skierowaliśmy się w stronę miasta. To było kolejne miejsce w którym choć na chwilę mogliśmy zaznać spokoju. Jednak z reguły spokój nie trwał długo i musieliśmy znowu uciekać. Robiliśmy już to prawie 100 lat. Nigdzie nie zostawaliśmy długo a jedyne co posiadaliśmy własnego to dwa plecaki wypełnione paroma ubraniami oraz parę innych drobiazgów. Także pieniądze. Nie używaliśmy kart kredytowych (współczesna technologia na prawdę jest bardzo rozwinięta).. Mark mógłby nas dzięki nim łatwo wyśledzić a tak to miał trochę trudniej.
Skierowaliśmy się w stronę szeregu małych i z pewnością równie obleśnych w środku jak i na zewnątrz domków motelowych.
Podeszłam do głównego budynku. Potrzebowaliśmy dachu nad głową. Oczywiście mieliśmy wystarczająco gotówki by mieszkać w luksusowych domach czy apartamentach ale mieszkając w takich "zatęchłych norach" nie rzucaliśmy sie za bardzo w oczy a dzięki temu mieliśmy dodatkowy czas spokoju.
-Dobry wieczór chciałabym sie zapytać czy mogłabym wynająć z bratem jeden z domków. -powiedziałam.
Oczywiście starsza kobieta z wąsem spojrzała sie na mnie dziwnie. Pomyślała sobie to samo co inni ludzie. Dziewczyna i chłopak z akcentem rosyjskim, młodzi bez rodziców. Coś ich zdaniem musiało nie grac.
-Ile masz lat dziecko?-burknęła.
Mam 115 lat-miałam już odpowiedzieć lekko poirytowana.
-Za tydzień skończę osiemnaście lat.
-Nie jesteś pełnoletnia przykro mi.
-Ale..
-Powiadomię zaraz policję! JA NIE CHCE MIEĆ PRZEZ WAS PROBLEMÓW!
-A jeśli zapłacę za ten tydzień dwa razy więcej?-spróbowałam.
-Nie chcę sfałszowanych.. jeśli one będą..
-Zarobiłam je uczciwie.-powiedziałam.
-Należy się 600 złotych.
Wyjęłam szybko z plecaka tyle ile było trzeba.
-Dziękuję.
-Jeśli będziecie sprawiać problemy..
-Obiecuję że nie.
Wzięłam kluczyki do domku i szybko poszliśmy w jego stronę.
-Za naszych czasów ludzie byli by szczęśliwi mogąc nas gościć.
-Za naszych czasów. Właśnie. To było prawie 100 lat temu. Czasy i ludzie się zmieniają. O szanowaniu drugiego człowieka sie zapomniało. Już nic nie jest tak jak kiedyś. To że przysługuje ci Rosja jako następcy nie świadczy o tym że Ci ludzie będą ci sie kłaniać.
-Nie o to mi chodziło..
-Wiem braciszku. Wiem ale ludzie nie wiedzą kim jesteśmy a nawet gdyby wiedzieli.. nic by się nie zmieniło. A nawet było by gorzej. To nasza gorzka tajemnica. My o tym pamiętamy. Nikt inny nie może wiedzieć.
-I tak nie mamy przyjaciół. Nikogo nie poznajemy.
-Bo to niebezpieczne.
Przekręciłam klucz w drzwiach.
-Rozpakuj się Alek a ja rozejrzę się za sklepem.
Alek. Tak zmieniliśmy mu imię. W sumie je tylko skróciliśmy. Ja za to miałam całkowicie inne. Musieliśmy nie rzucać sie w oczy. Nie wzbudzać podejrzeń. Wszystko musiało być "normalne', przebiegać wedle ściśle określonego schematu.
Sklep na szczęście okazał sie być tuż za rogiem. Oczywiście nie musieliśmy jeść zwykłego ludzkiego jedzenia ale lubiliśmy udawać ludzi. Nigdy tak na prawdę nie chcieliśmy być wampirami. Ale czasu sienie cofnie. Co sie stało sie nie odstanie. Musieliśmy jakoś z tym żyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz