Prawą ręką próbowałam sięgnąć za koniec kartonu, ale okazało się to najgorszym pomysłem na tej plancie, gdyś przy moim szybkim ruchu automatycznie zmieniłam odrobinę położenie swojego biodra, przez to pudło runęło na podłogę, ale przede wszystkim - na moje małe, kruche stopy.
Powstrzymałam krzyk cierpienia i ogromnego bólu miażdżonej stopy przez ciężki sprzęt. Ale i tak wywołałam hałas a z dołu przybiegł mój ojciec. Bez najmniejszego problemu wziął ze mnie pudło i odłożył na miejsce a ja poczułam ulgę, jaką odczuły moje stopy.
-Dzięki. - burknęłam pod nosem.
-Kochanie... nie musisz się wyprowadzać...
-Wykorzystam w końcu pieniądze, które mama zbierała dla mnie i Sarah. Oczywiście wezmę swoją część...
-Moira...
-Jestem Jane. Tato. Jane.
-Tak masz na drugie imię...
-Jane. Koniec tematu, dobrze? - westchnęłam i postarałam się wziąć pudło na ręce.
-Pomogę ci.
Milczałam i przekazałam mu pudło, a raczej przeturlałam w jego stronę.
-A masz już wypatrzone mieszkanie? - spytał tata gdy siedziałam w kuchni popijając kakao.
-Mam... małą kawalerkę niedaleko w mieście...
-Kochanie... kawalerka...?
-Jestem sama... po co kupować większe? Mam dziewiętnaście lat tato... dam radę.
Tata pożegnał się ze mną i z Sarah dając nam po całusie w policzek. Zgłodniałam, więc podeszłam do lodówki i wyjęłam produkty na kanapkę. Na dół zeszła właśnie moja siostra, która nawet się do mnie nie odezwała na moje suche ''cześć''. Nic już nie mówiłam, kontynuowałam robienie kanapki a ona lała sok do szklanki. Spojrzała się na mnie dziwnie w milczeniu zakręcając sok pomarańczowy.
-Co się stało? - spytałam zaskoczona odkładając do lodówki ser.
-Wyjeżdżasz.
-Przecież będziemy... się... widywać. - przełknęłam kawałek kanapki z trudem.
Wiem, że nie będziemy się widywać.
Wiem, że będę odkładać odwiedziny.
Wiem, że jestem okropną córką jak i siostrą...
-Wcale nie. Tak jak teraz ci proponuję wyjście gdziekolwiek... ty to odkładasz. Albo mówisz, że nie chcesz a chwilę później znikasz. Chodzi o tamten wypadek w dzieciństwie. Dalej się o to obwiniasz. Przecież...
-Dość... Sarah. Po prostu się wyprowadzam. Znajdę jakąś pracę albo pójdę na studia...
-Nie wiesz przecież co chcesz robić.
No właśnie. Nie wiem.
-Sarah... pójdę najpierw do pracy.
-Gdzie?
Wzięłam głęboki wdech.
-Wiesz gdzie w mieście jest sklep z tymi sprzętami do urządzania mieszkań? Spinki do kabli itp?
-Tam chcesz pracować? - zdziwiła się. - Stać cię na coś lepszego...
-Wiem. Ale na razie to wystarczy na opłacenie tej mojej kawalerki.
Bez słowa i nie patrząc na mnie odwróciła się i poszła na górę.
Jest na mnie zła... Ale sama wkroczę w dorosłe życie zaczynając od samych podstaw... tak jak powinnam zrobić. Mama to by zrozumiała...
Mam tylko nadzieję, że nikt i nic mi nie przeszkodzi w normalnym życiu jakie właśnie sobie układam...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz