Drzwi otworzył mi pracownik restauracji. Mark zawsze wybierał te najdroższe i najbardziej ekskluzywne restauracje. Uwielbiał luksusy.
Delikatna muzyka wydobywająca się z pianina na którym grał jakiś mężczyzna roznosiła sie bo całym wnętrzu. Obok dołączyła do niego elegancko ubrana na biało kobieta śpiewając cudowną piosenkę. Było tu na prawdę pięknie.
-Pani Anastazja?-podszedł do mnie jakiś mężczyzna.
Przytaknęłam.
-Proszę za mną. Pan Odonnell oczekuje już Pani.
Westchnęłam idąc. Zobaczyłam go. Siedział przy stoliku który stał w najlepszym miejscu. Popijał coś czerwonego. Dzięki swojemu wampirzemu węchowi wyczułam ze jest to krew.
Uśmiechnął sie na mój widok i wstał.
Podszedł do mnie i ujął moja dłoń w swoją po czym pocałował delikatnie składając ukłon. Zawsze był bardzo szarmancki. Oczywiście jak chciał.
-Nic sie nie zmieniłaś ukochana. Jak zwykle jesteś onieśmielająco piękna.-uśmiechnął się-Usiądź.
Odsunął mi krzesło a potem kiedy siadałam delikatnie przysunął.
Usiadł naprzeciwko.
-Wybacz ale złożyłem już zamówienie. Oczywiście nadal pamiętam jakie są twoje ulubione dania.
-Mark przejdźmy do sedna. Gdzie jest mój brat.
-Może masz ochotę na coś na ząb?
Chodziło mu naturalnie o krew.
-Nie piję.-uniósł jedną brew-Gdzie jest Alek?
-Jest bezpieczny. Masz może ochotę zatańczyć?
-Oddaj mi brata.
-Zatańcz ze mną.
Westchnęłam i przyjęłam jego dłoń którą wyciągnął do mnie. Wstałam i poszliśmy obok na parkiet. Parę par już tańczyło.
My też zaczęliśmy tańczyć. On był uśmiechnięty, zadowolony z siebie a ja no cóż.. wolałam być gdzie indziej.

-Uśmiechnij sie Anastazjo. A może wolisz jak będę mówił do ciebie Valentino? Valerio? Julianno? Emanuelo? Aleksandro? Kornelio? Zuzanno? Lilianno? Tatiano? Weroniko? Wiktorio? Mario? Bereniko? Klaro? Natalio? Ewo? Diano? Przegapiłem któreś z imion które przybierałaś? Nie? Też tak sądzę. Te 98 lat to całkiem sporo.. jak na rozłąkę. Zawsze byłem niedaleko.
-Daj mi i mojemu bratu spokój. Dosyć zniszczyłeś nam życie.
-Życie? Przestań najdroższa! Jesteś od 98 lat nieumarłą!
Zatrzymaliśmy się. Światła na szczęście na sali tanecznej lekko przygasły. Patrzył mi się prosto w oczy. Poczułam jak kły zaczynają mi sie wysuwać. Uchyliłam delikatnie wargi a on dotknął mojego kła.
-Są cudowne! Takie silne! Piękne! Zdrowe! Urodziłaś się po to by je posiadać najdroższa. Nie rozumiesz?
Wreszcie udało mi sie opanować. Odsunęłam się a kły znów sie schowały.
-Jesteś głodna.
-Nie!
-Jak dawno sie nie karmiłaś?
-Nie karmię się. Nie jestem tym kim ty jesteś! Odejdź ale wcześniej oddaj mi brata! Czy to tak dużo? Pragnę żyć z dala od ciebie z bratem!
Niektórzy zaczęli na nas zerkać. Mark też to wyczuł a że był na tyle wychowany że po mimo iż był czystym złem.. i tak nie lubił robić widowisk.. nie tego typu. Wyszliśmy na taras który był pusty.
-Najdroższa to nie możliwe. Należysz do mnie. Twój brat też. W was płynie moja krew. To ona uczyniła was nieśmiertelnymi.
-Nie! Jesteśmy wolni. fakt. Twoja krew sprawiła że jesteśmy tym kim jesteśmy ale nie możesz decydować o tym co sie z nami stanie.
-Nie wiesz nawet jak bardzo jesteś w błędzie...
Poczułam ukucie w szyj. Dotknęłam tam ręką. Poczułam strzałkę. Ktoś do mnie strzelił. Mark miał smutne oczy.
-Wybacz.
Złapał mnie nim upadłam.
Ciemność... Nic więcej..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz