Czułem ból potworny pól, pot zalewał całe moje ciało, spływał po brzuchu,
czułem jak krwawię, jak jestem rozszarpywany, jest mnie coraz mnie, krew dookoła,
czułem jak umieram. Ogary odpuściły.. już byłem martwy.
Nagle się obudziłem, w śnie umarłem a w rzeczywistości zacząłem nowy dzień.
Cały przepocony usiadłem na łóżku schowałem twarz w dłonie.
-Sami, gdzie ty jesteś ?
Byłem jak romantyczni poeci, rozdarty między dwoma racjami, wybranie której kolwiek z nich
było tragiczne... jak zostanę bez brata, wykończę się, jak go odnajdę on umrze.
Nie chciałem wskrzeszenia, to nie był mój wybór, nie wiem kto to zrobił, wiem
że przez to każda osoba którą obdarzę uczuciem i będzie blisko mnie zginie...
To nie mój pakt, ktoś założył go w moim imieniu... To nie jedyna cena paktu...
Zrzuciłem ubranie na podłogę, i poszedłem do łazienki, przemyłem twarz i spojrzałem
w lustro.
-Weź sie w garść, nic mu nie jest, był doskonałym łowcą napewno sobie radzi.
Spojrzałem na brzuch, przesunąłem po nim palcem.
-Jak to możliwe - pomyślałem
-Jane zaginęła... No nic trzeba wziąć się do roboty.
Wziąłem szybki prysznic i poszedłem pod drzwi Diany, zapukałem dwa razy i drzwi sie
otworzyły.
-Wiesz już coś ? - spytała nie wpuszczając mnie zarazem
-Nie.
-To po co tu jesteś ? - spytała chłodno
-Chcesz tak stać i zadawać pytania czy zaczniemy działać puki nie jest za późno ?
Obdarowała mnie chłodnym spojrzeniem.
-Dobra, to co robimy ?
-Wpuścisz mnie czy będziemy tak stać w przejściu na korytarzu gdzie każdy nas słyszy ?
Nic nie odpowiedziała, po prostu mnie wpuściła.
-Z kim i gdzie ostatnio ja widziałaś ?
-Z Alex'em w barze.
-Wiesz coś o nim ?
-Nic szczególnego, mam co do niego złe przeczucia..
-Czyli ? - nastała chwila ciszy - chcesz ja znaleźć ?
-Wydaje mi się ,że on jest jakby nie z tego świata, zawsze taki chłodny i władczy.
-Dobra, to już coś. Chodź - otworzyłem drzwi
-Gdzie ?
-Do baru
-Teraz będziesz pił ?
Poszedłem przed siebie mówiąc stanowczo
-Od czegoś musimy zacząć.
Chwilę później już skończyliśmy badać bar i jego okolice, jedno było wiadome,
pojechali gdzieś samochodem i trzeba wyczaić gdzie. Stanąłem na podjeździe baru, na zapleczu,
rozłożyłem ramiona w duł.
-Bean by się teraz przydał. - pomyślałem głośno
-Bean - spojrzała się na mnie Diana - kto to Bean ?
-Stary znajomy
-Czemu do niego nie zadzwonisz ?
-Problem w tym ,że nie wie że żyje. - powiedziałem pod nosem - dasz radę namierzyć
ten samochód ?
-Tak, wsiadaj, powiem jak jechać, może trafie.
W kilka godzin trafiliśmy dwa razy w ślepą uliczkę, do kilku domów na osiedlu i to tym
samym, do parku oraz pod budkę z fas-foodami, każde z tych miejsc musiałem przebadać,
z myślą że trafiliśmy w odpowiednie miejsce ale nie, na sam koniec udało nam się
dotrzeć do niemałego domu sąsiadującego z jakimś magazynem.
-Ciekawe czym zajmuje się sam wiedząc że jestem martwy, może znalazł sobie jakąś babkę i nie wrócił do zawodu - pomyślałem stojąc pod bramą domu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz