W nowym mieszkaniu zaczęłam generalne porządki. Nie było za wielkie ani za małe, jak na kawalerkę było dosyć średnie. Zabrałam z domu kota. Nie miał żadnego imienia, reagował tylko na ''kici kici'', więc moja siostra stwierdziła, że bez sensu go nazywać.
Mój tata przywiezie mi resztę rzeczy - nie miałam prawa jazdy. Trochę boję się podejmować czegoś takiego, nigdy ojciec nie uczył mnie jako dziecko. W sensie... nie siadał na kolanach przed kierownicą, nie kazał mi jeździć w jakimś polu w wieku dziesięciu lat jak mojej siostrze. Ona ma już prawo jazdy. Ja mimo tego, że jestem starsza... nie mam prawka i nie zamierzam robić. Może to jedna z moich obaw co do prowadzenia auta?
Kot położył się na moim mini łóżku w małym pokoiku a ja zaczęłam imprezę. Włączyłam głośno muzykę, wzięłam do ręki nowo kupioną butelkę alkoholu i zaczęłam robić piruety. Kot patrzył się na mnie dziwnie a ja tylko wywijałam prawie nie upuszczając butelki.
Nowe, dorosłe życie zacznę z przytupem i zrobię mocne wejście. Oczywiście od alkoholu poczynając - trzeba jakoś oblać sukces.
Jedyne czego najmniej mogłam się spodziewać to wizyta mojego ojca. Oczywiście, niezapowiedziana. Wszedł do mieszkania z siatkami jedzenia a ja stanęłam jak wryta i podbiegłam do swojej wieży stereo. Wyłączyłam muzykę prawie się przy tym nie zabijając.
-Nie mówiłeś, że przyjedziesz... - powiedziałam zdyszana.
-A ja wiedziałem, że to zły pomysł pozwolić ci wejść w dorosłe życie.
-Tato... mam dziewiętnaście lat...
-Właśnie. Dziewiętnaście! - westchnął. - Kupiłem Ci jedzenie żebyś nie umarła z głodu. Pewnie w lodówce jedyne co to światło... - zajrzał do niej. - Oczywiście.
Zaśmiałam się i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nadal mam w ręku butelkę wódki. Odłożyłam ją na stolik i podeszłam do mini kuchni.
-Na pewno nie chcesz większego mieszkania? - powiedział zrezygnowany małą przestrzenią.
-Na pewno.
-Wpadnę wieczorem przywieźć więcej rzeczy...
-Nie. Wieczorem mnie nie ma.
Zaskoczony spojrzał na mnie i uniósł brwi.
-A gdzie będziesz?
-Mam nową pracę.
-O... no proszę. Szybko. A gdzie?
-W barze w centrum miasta.
-Nalewasz nawalonym kolesiom piwa i drinki? - wytrzeszczył oczy.
-Tato, jestem odpowiedzialna.
Machnął ręką i wyszedł.
Wieczorem byłam już w barze. Nowo poznany współpracownik pokazał mi co i jak. Wszystko załapałam, nie było to trudne. Zbierało się coraz więcej ludzi, muzyka była głośniejsza a DJ, właśnie ten współpracownik który niegdyś pracował na miejscu barmana teraz wylądował na DJ-ce. Jest w tym niezły. Jedyne jeszcze co o nim wiem to to, że jest gejem. Ale na takiego nie wygląda. Jest zbyt... męski, a nie taki... ciotowaty... po nim nic nie widać - maskuje się całkiem całkiem.
-Najdroższego najlepszego drinka paniusiu. - burknął jakiś znudzony o trochę starszy ode mnie typ. - Tylko szybko.
-A grzeczniej? - parsknęłam zła.
-A czy to kurs dobrych manier?
-Po prostu kultura osobista raczej nie zaboli.
-Posłuchaj mnie młoda. Przyszedłem się nawalić i jestem tu codziennie. Gdy każę nalać sobie trochę pierdolonego alkoholu to masz mi go nalać jak ci każę.
Spojrzałam się na niego lekko wystraszona.
-Proszę się uspokoić bo w przeciwnym razie wezwę ochronę.
Zaśmiał się kpiąco i usiadł na krzesełku barowym naprzeciwko mnie.
-Nalewaj i nie denerwuj mnie.
-Kim pan jest żeby tak się odzywać?
-Mam gruby portfel. Jestem nadziany, czaisz? A to oznacza, że trzeba mieć do mnie szacunek a jeśli ktoś mnie poucza lub ignoruje to ma wpierdol.
-Obejdzie się bez wulgaryzmów. I proszę sobie nie pozwalać, jasne? Nie jest pan kimś kogo miałabym się bać. Groźby są karalne, prawda? Więc jeżeli okaże mi pan szacunek i przestanie straszyć to wtedy możemy porozmawiać o nalaniu panu czegoś do picia.
-Stracisz tą pracę kurwo.
Zaskoczona i nieźle zdenerwowana złapałam kufel piwa który należał do jednego z klientów i wylałam go na faceta. Spojrzałam się na właściciela kufla i przeprosiłam.
-Naleję panu ponownie. Na mój koszt... przepraszam jeszcze raz. A panu radzę tu nie wracać.
Mężczyzna przeklinał coś pod nosem i wyszedł, a ja poszłam na zaplecze odreagować. Czeka mnie ciężka noc w złym humorze...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz