środa, 20 stycznia 2016

Od Diany (Anastazji)

Coś było nie tak. A dokładnie mówiąc już wiedziałam co. Wyczułam go. Był w budynku. Alex nim pachniał.
-Dean musimy jechać.-powiedziałam ukrywając przerażenie.
Patrzyłam cały czas na Alexa.
Nalegałam więc pojechaliśmy. Byłam zdziwiona że Alex mnie puścił. Był jednym z "ludzi" Marka. Powinien już dawno mnie próbować złapać.
Mark mimo iż upłynęło 98 lat nadal mnie chciał. Wiedziałam że kocha mnie.. Ale była to zła miłość. Nie mógł się pogodzić z tym że go nie kocham i nie chce z nim być dlatego używa siły by mnie zmusić do bycia przy nim. Dlatego właśnie uciekam. Dorwał Jane. Nie wiem po co mu ona ale jej już nie mogę uratować.
Przyjechaliśmy pod motel. Wysiadłam z samochodu.
-Musze sprawdzić co u brata. Potem zadzwonię do Jane. Pewnie wszystko u niej dobrze.
Weszłam szybko do mojego domku.
Mojego brata nigdzie nie było.
-Alek?! Alek?!
Nie odpowiadał ale i tak wiedziałam że tu go nie ma.
Usiadłam załamana na łóżku. Wtedy zobaczyłam kartkę.


"Najdroższa Anastazjo.
Dziękuje że mnie dziś odwiedziłaś. Postanowiłem więc ja ciebie też odwiedzić. Byłem bardzo zawiedziony że ciebie nie było. Postanowiłem więc że zabiorę coś twojego. Jak chcesz go odzyskać spotkaj się ze mną w restauracji o 20. Będziesz wiedziała której. Pod łóżkiem masz prezent. Załóż ją.
Do zobaczenia.
Twój Mark"


Porwał mojego brata! Nie wiedziałam co robić.. Musiałam się z nim spotkać! Nie mogłam pozwolić by zrobił coś mojemu braciszkowi.
Założyłam tę suknie. Wyglądała na prawdę na bardzo drogą. Była czarna z tiulem w kształcie serca, długa aż do ziemi z niebezpiecznie odkrytymi plecami. Jeszcze bardziej odkryte a pokazywały by o wiele za dużo.
Do tego czarne eleganckie szpilki na obcasie na oko około 20 cm. Dodatkowo elegancka narzutka na ramiona i plecy. Upięłam włosy i umalowałam się. Przed 20 byłam gotowa. W opasce którą założyłam na lewą łydkę umieściłam srebrny sztylet.
Zadzwoniłam po taxi. Wychodząc z domku jeszcze się rozejrzałam. Czułam że mogę już tu nie wrócić. 
Taxi właśnie przyjechało. Wsiadłam.
-Gdzie panią zawieść?
-Do najdroższej i najbardziej eleganckiej restauracji w tym mieście
-Zaszaleje Pani widzę.
-Gdybym mogła zostałabym w domu-odparłam.
Pod restauracją zapłaciłam kierowcy i wysiadłam. Czarna limuzyna stała na parkingu. 
Był już. 
Jak zwykle przed czasem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz