Katherine wyszła a Sam wszedł, ja nadal osłupiony opierałem sie o biurko.
Sam: Co wyście tu robili ?
Dean: Sam, bracie, ta laska na mnie leci - uśmiechnąłem się
Sam: Kiedy ją zabijemy ?
Dan: Pomożemy sobie wzajemnie
Sammy: Współpraca z potworem ? Słyszysz się ?
Dean: Sam ! Też z chęcią bym ja ubił już przy pierwszym spotkaniu, prawie zabiła Bobbi'ego, ale
potrzebujemy jej.
Sammy: I co później ?
Dean: Odnajdziemy Jane i zajmiemy się Katherine. Mam odrazę na punkcje potworów, nóż sam mi się cisnął w dłoń ale potrafię ocenić sytuacje.
Sammy: Ja też, wygląda mi to na romans.
Dean: Nigdy !
Sammy: Zmieniłeś się odkąt...
Dean: Ludzie się zmieniają Sam.
Minąłem go i poszedłem prosto do auta. Czułem na sobie pytający wzrok Sama, przeszywał mnie i irytował. Siedzieliśmy już w impali, nadal panowała cisza.
Sammy: Będziemy udawać że nic sie nie stało ? Wiesz że potrzebujemy obaj rozmowy.
Nie zdążyłem odpowiedzieć gdy na tyle auta pojawił się Cas.
Castiel: Musicie mi pomóc
Dean: Wiedziałem !
Krzyknąłem z satysfakcją.
Castiel spojrzałs sie na mnie zdziwiony.
Sammy: O co chodzi Cas ?
Cas: Musicie odnaleźć róg obfitości
Dean: Nie licz na to, mamy swoje problemy
Castiel: Niebo potrzebuje pomocy, jesteści..
Dean: Nie jesteśmy waszymi dłużnikami
Cas: Wyrwałem cię z czeluści
Castiel spojrzał się z taką samą pytającą miną, Sam również. .
Dean: Nie prosiłem o to.
Dojechaliśmy do domu. Wyszedłem wraz z Samem z auta, Cas jeszcze tam siedział, schyliłem się do bocznej szyby, oparłem sie jedna ręką o dach
Dean: Wysiadasz czy zo...?
Nie zdążyłem dokończyć zdania gdy Cas pojawił się obok mnie. Pokiwałem głową, zagryzłem dolną wargę.
Dean: Możesz normalnie wychodzić z auta ? Przerażasz mnie
Castiel zniknął. Zdziwiony spojrzałem na Sama.
Dean: Chyba go uraziłem
Sam odkiwną i weszliśmy do domu. Na środku salony stał Cas a Bobby zszokowany odwrócił wzrok od Casa i spojrzał sie na nas stojących za aniołem.
Bobby: Co to miało być ?
Cas jakby nie widział nic dziwnego w tym, spojrzał się na nas zdziwiony.
Bobby: Lisa była potworem ?
Cas: Em, tak. Odesłałem ją.
Bobby: Dean ! nie sprawdzałeś jej ?
Dean: Sprawdzałem ! Na pewno ! Może... zapomniałem. Ej weźcie !
Wszyscy to przemilczeli, Sammy z Bobbym usiedli przy stole.
Sammy: Musimy znaleźć Jane.
Bobby: Jak ? Jakiś trop ?
Dean: Użyjemy do tego Katherine, wykorzystamy ją.
Bobby: Zgłupiałeś ! Już powinna leżeć trupem.
Sammy: Dean, ona chce nas wykorzystać, nie pomoże nam bo sama nie wie
Dean: Wyciągniemy od niej co możemy i odprawimy ją.
Bobby: Dean ale ty mieszasz.
Sammy: Romans z potworem... - Mruknał Sam.
Dean: Nie ! zabije ją gdy tylko będzie nam wadzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz