poniedziałek, 8 lutego 2016

Od Dean'a

Bobby ślęczał nad swoimi dokumentami, były stare, pożółkłe, nieliczne można było nazwać nierozpadającymi się.
Przerzucał kartka po kartce popijając piwo. Sammy siedział przed laptopem, szukał jakiś wskazówek, prócz jakiś legend,paru niewyjaśnionych spraw, nic jeszcze nie znalazł. Ja siedziałem na sofie i oglądałem wiadomości, póki nie możemy ruszyć tak długi czas z jedną sprawą, możemy zająć się inną dla rozrywki. Za TV widziałem jak Castiel chodzi po pokoju i przygląda się wszystkiemu. Rozpraszał mnie, od zawsze anioły dla mnie nie istniały a teraz nie wiadomo dlaczego,
mam jednego i to strasznego rzepa. W koncu nie wytrzymałem, oparłem się i spojrzałem na anioła, i napiłem się piwa.
-Długo tu będziesz ?
Cas spojrzał się na mnie trzymając komórkę którą znalazł w szufladzie.
-Tyle ile będzie trzeba.
-Nie odpuścisz ?
-Dean, potrzebujemy pomocy.
-Dlaczego akurat my ?
-Taki jest Boski plan.
-To Bóg też istnieje tak na serio ?
-Tak
Spojrzał się jak mała niemotka na telefon i nie odrywając od niego wzroku spytał.
-Co to jest ?
-Telefon geniuszu
-A jak działa ?
-Przez odległość można się dzięki temu kontaktować, no i grać w gierki.
-Nie potrzebuje do tego telefonu, potrafię tak telepatycznie.
Podszedłem do Sammiego zobaczyć co tam ogląda na laptopie.
-Cas, weź go sobie, wolę nie słyszeć ciebie w mojej głowie. Kontakty masz zapisane, ja to Jimy West a Sam to Jared Padalecki
Castiel schował komórkę do kieszeni cielistego płaszcza i dalej kontynuował zwiedzanie domu.
-Masz coś ? - spytałem Samma siadając obok
-Jeśli chodzi o Jane to, nie. Mam coś innego, 30 kilometrów z tąd znaleziono w lesie rozszarpane ciało.
-Jakiś wilk ?
-Zniknęło tylko serce. To było tydzień temu a wczoraj sytuacjia się powtórzyła.
-Może wilk jest koneserem.
-Stawiam na wilkołaka - powiedział Bobby nie odrywając nosa od papierów - jedźcie ja tu popilnuje interesu.
Założyłem kurtkę i w drodze do drzwi dodałem.
-Tylko nie daj się zabić jakieś lasce.
-Bardzo śmieszne, głupku.
Razem z Samem wsiedliśmy do impali.
-To dzie to jest ?
-Pueblo
Odpaliłem auto i nagle na tyle pojawił się Cas. Ja i Sam aż podskoczyliśmy ze strachu. Wkurzony odwróciłem się.
-Mówiłem normalnie przez drzwi !
-Przez drzwi wysiadać nie wsiadać
-Czego chcesz Cas ? - spytał Sam
-Pomogę wam a wtedy wy mi.
Sam i ja spojrzeliśmy się na siebie, mową wzroku zgodziliśmy się tylko po to aby mieć go z głowy.
-Dobra.

Byliśmy już na miejscu zbrodni, dokonaliśmy oglądzie teraz tylko zostało wytypować naszego wilczka. Ten sam las, to samo zginęło, nie krył się z tym. Obydwie ofiary łączył młody wiek, wspólna szkoła i klasa.
Jakiś świeży wilkołak dzieciak który chciał sie zemścić na kolegach ? Może.
Pojechaliśmy do danej szkoły, trwały właśnie lekcje. Budynek był niewielki ale zadbany. Weszliśmy do klasy pokazując nauczycielce dowody FBI. Castil stał za drzwiami.
-Prowadzimy śledztwo, musimy przesłuchać dzieciaki.
-Dzień dobry, em. Ale rodzice..
Sam przerwał nauczycielce.
-To bardzo ważne.
Sammy stanął na środku klasy.
-Każdy wie co się stało w zeszłym tygodniu? Dlaczego waszego kolegi już nie ma ?
Nagle do klasy wszedł Cas, rozejrzał się po klasie i podszedł do Samma. Szeptem powiedział.
-Rzadne z nich nie jest wilkołakiem.
Nauczycielka była zszokowana sytuacją.
-Co prosze ? Wilk...
Sammy jej przerwał.
-Wszystkie dziaciaki są dziś w klasie ?
-Taak.
-Dowidzenia.
Wyszliśmy z klasy.
-Skąd to wiesz ? - spytałem Casa
-Jestem aniołem widzę prawdziwe twarze wszystkiego.
-O to sprawa pójdzie szybko, wystarczy...
Przerwało mi nagłe zniknięcie Casa.
-Nie ważne...
Pojechaliśmy do baru. Ja zamówiłem hamburgera z grykami i dużą colą a sam krowie żarcie.
-Jakiś pomysł ? - spytałem

-Przestań się tak obżerać - z niesmakiem powiedział sam
-To jest hamburger, jedyna miłość, nie zrozumiesz naszej miłości jak będziesz jadł to - wskazałem wzrokiem na sałatkę
Samm westchnął i pokiwał głową.
-Narazie nic nie mam.
Do stolika obok dosiedli sie dzieciaki w wieku gimnazjalnym.
-Musimy coś z tym zrobić... Nie można tak.. - powiedziała przestraszona dziewczyna z czarnymi włosami.
-Powiedz mi gdzie to się stało, też tak chce ! - powiedział brunet kompletnie ignorując dziewczynę
Trzeci chłopak z przerażeniem rozglądał się po knajpie a gdy kelnerka podeszła go z drugiej strony aż podskoczył z
przerażenia, spojrzała sie na niego z troską.
-Nic ci nie jest ?
-Nie dzięki - odparł
-Trzy burgery i duże frytki - powiedział brunet
-Coś do picia ?
-Colę.
Kelnerka odeszła my czekaliśmy aż wyjdą z baru. Zaszliśmy ich gdy szli polną ścierzką do lasu gdzie zamordowano ludzi.
Złapałem czarną a Sam resztę. Wyrywali sie ale po chwili odpuścili.
-Wiemy co sie dzieje, młody musimy pogadać - powiedziałem do podejrzanego
-Nie mamy o czym !
-Kto cię przemienił ?
-Co ?
-Jesteś wilkołakiem
-A wy skąd ? - zdziwił sie
-A więc ?
-Taki gościu lerzał nie przytomny, chciałem mu pomóc a ten mnie ugryzł i umarł...
-Kiedy to było ?
-Dwa tygodnie temu.
Tamtą dwójka wypuściliśmy, wilkołaka zabraliśmy do siebie. W domu możemy mu pomóc nie zabijając go.
W drodze każdy czuł sie skrępowany, właśnie wieźliśmy dzieciaka wilkołaka do swojego domu. Dla nas norma ale nadal to trochę dziwne.
Nagle wjeżdżając w boczną ulice zauważyłem rozbite auto, nigdzie nie było policji ani straży. Zatrzymałem się obok i wraz
z Samem poszliśmy to obejrzeć. Gdy zaszliśmy na drugą strone auta, zauważyliśmy Katherine, leżała plackiem na poboczu.
Szybko zwinęliśmy ją do auta i pojechaliśmy prosto do szpitala. Lekarze sie nią zajeli. Czekaliśmy tam we trójkę, aż ją wyklepią. Trwało to pół nocy, naszczęście szybko sie nią zajeli.
Leżała śpiąca na łóżku w sali, całą w bandażach. Do pokoju wszedł lekarz.
-Ma szczęście że żyje, różnie to bywa przy takich wypadkach, nic jej nie będzie ale zastanawia mnie tak niskie wskaźniki emocjonalne.
-Bedzie żyła? - spytał Sammy
-Tak

Jeszcze tej samej nocy zabraliśmy ją do siebie, w szpitalu zaczynali coś już przy niej majstrować, woleliśmy tego uniknąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz