Tak jak kazał mi Dean poszłam do tego motelu. Wynajęłam pokój 23. Nie wiem ile tu będę. Teraz kiedy już Winchesterowie dowiedzieli sie kim na prawdę jestem.. nie chcą bym sie do nich zbliżała. Dean mi to wyraźnie powiedział na pożegnanie. Byłam zła na siebie. Zawiodłam też Grega.
Pierwsza noc sama w motelowym pokoju.. na łóżku nie na kanapie i w dodatku w ciele człowieka była dziwna. Połowę nocy nie spałam. Polubiłam ciało psa. Jednak.. jako zmiennokształtna nie mogłam za bardzo przyzwyczajać sie do jednego ciała. taka już była moja natura. byłam zmiennokształtną.
***
Następnego dnia odwiedził mnie Dean. Byłam zaskoczona! No i z drugiej strony zła. Kazał mi unikać ich a sam przyjechał do mnie! Ja cała noc sie zastanawiałam co teraz z sobą począć..
-Chcesz ze mną skończyć?-zapytałam ostro jak tylko usiedliśmy.
-Nie musisz sie o to martwić.-powiedział.
Spojrzałam sie na niego zaskoczona i zaciekawiona.
-W takim razie po co składasz mi wizytę.
-Chciałem sie upewnić czy wszystko gra. Jak rany?
-Nadal często muszę zmieniać opatrunki ale nie jest już tak źle. Co prawda długo sie w nic nie przemienię no ale.. nie mam już po co.
-Po co w ogóle ukrywałaś sie pod postacią.. psa?
-A jak inaczej miałam sie do was zbliżyć?
-A po co chciałaś sie do nas.. zbliżyć?
-Obiecałam to Gregowi. Nie dosłownie.. ale zostawił mi list. Napisał w nim że przy was będę mogła kontynuować to co on pomógł mi zacząć.
-A co takiego pomógł ci zacząć?
-Nie zrozumiesz.-wstałam i podeszłam do okna.
Stałam teraz do niego tłem.
-Kiedy zginęła moja rodzina miałam tylko 5 lat. Byłam tam kiedy łowcy zaatakowali nasz dom. ja też mogłam wtedy zginąć. Ukryłam sie w szafie. Taaa.. w szafie. No ale byłam małym dzieckiem. A lepsza szafa niż schowanie sie pod łóżkiem. -parsknęłam odwracając sie do niego- Wśród łowców którzy wybili moich bliskich był Greg. On także miał krew mojej rodziny na rękach.
-Zabił twoich bliskich.. dlaczego sie na nim nie zemściłaś.. a za to wychowywałaś się u jego boku a teraz chciałaś dotrzymać jakiejś obietnicy którą mu dałaś?
Uśmiechnęłam się.
-Nie zabił mnie. Znalazł mnie wtedy w szafie. Przygarnął mnie. Wychował jak własna córkę. Oczywiście w tajemnicy przed innymi łowcami. Wychował mnie na dobrą istotę. A przynajmniej tak sądził.. no cóż nikt nie jest idealny ale nigdy umyślnie nie chciałam powodować zła. Jak to nastolatka miałam trochę wybryków. Ale wracając do tematu. Zabił moja rodzinę i logicznie myśląc powinnam chcieć sie zemścić na nim ale nie.. on nauczył mnie jak być łowcą. Nauczył mnie tylu rzeczy. Ale najważniejszego nauczyłam się sama. Wybaczyłam mu. Nauczyłam sie wybaczać.
-Nadal nie widzę związku z nami. Ze mną i Sammy'm.
-Greg znał waszego tatę. Często razem polowali. Greg wiedział jak bardzo wasz ojciec was kocha. W sumie.. byli przyjaciółmi. Wasz ojciec pewnego dnia zobaczył mnie. Miałam wtedy niespełna 12 lat. Grega nie było w domu i myślał ze coś mu zrobiłam. Chciał mnie zabić ale Greg wtedy wrócił. Długo tłumaczył mu to wszystko. W zamian za to ze wasz ojciec nie zdradzi naszego sekretu Greg obiecał mu że do końca swoich dni będzie starał sie w miarę swoich możliwości czuwać nad wami.. Potem stwierdził że kiedy go zabraknie ja mogę czuć sie samotna.. i bym nie trafiła na złą drogę mam kontynuować jego obietnicę.
-Nikt nie musi nas niańczyć! Nigdy niańki nie potrzebowaliśmy .Dajemy sobie rady. -oburzył się.
-Myślisz ze mnie ucieszyło to? Też nie chciałam opiekować się dużymi chłopcami których wcale nawet nie znałam.
-To po co to zrobiłaś?
-Wiesz.. lepiej jak już pójdziesz.-powiedziałam.
-Jak ty w ogóle masz na imię? Prawdziwe imię..
-Po co ci to wiedzieć? Sam mi powiedziałeś że lepiej będzie jak sie już nigdy nie spotkamy.
-Mieszkałaś u nas dwa miesiące! Mam prawo wiedzieć jak masz na imię..
-Kora zadowolony?
Już mnie zirytował.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.-powiedział z sarkazmem.
-Nie musisz już jechać?
-W zasadzie to robię co chcę. -powiedział z wrednym uśmieszkiem.
-To niech ci sie zachce jechać. -powiedziałam.
-Dobrze ale..
Uśmiechnęłam się i postanowiłam mu przerwać.
-Tak lepiej jak już nigdy sie nie spotkamy.. mówiłeś to już a jednak złożyłeś mi wizytę.
-Wolałem Cie jako psa.
-Słuchaj.. chciałeś mnie ogolić.. wiele razy miałeś ochotę mnie zastrzelić! Nie udawaj że wolałeś mnie jako psa. Teraz przynajmniej masz podstawy by sie mnie pozbyć.
-No.. mogłem cie ogolić... ciekawe jakbyś wyglądała w ludzkiej postaci..-powiedział zaciekawiony..
-Nie dałbyś mnie rady ogolić.. jak tylko wpadłeś na ten pomysł ja wpadłam na pomysł by zjeść ci fotele z dziecinki.
-Wtedy bym Cie ubił.
-Jestem szybsza od ciebie.
-Jesteś psem..
-Nie.. mogę być kim chce.. Pies był jedną z alternatyw do wyboru.
-Naprawdę wolałem Cie jako psa.. przynajmniej tyle nie.. ujadałaś.
-Idź już!
Zaczęłam popychać go w stronę drzwi. Wypchnęłam go za nie. Ten się uśmiechnął tym swoim wrednym uśmiechem. Zirytowana zatrzasnęłam drzwi.
-Debil..-powiedziałam opierając sie plecami o drzwi.
-Suka!-powiedział najwyraźniej słysząc jak go nazwałam.
-I dobrze!-odpowiedziałam.
Irytował mnie! Ehh...
Podeszłam do okna. Zobaczyłam jak wsiada do samochodu i odjeżdża.
***
Siedziałam na łóżku wpatrując się w okno bez celu. Znów zostałam sama. I co teraz mam robić?
Nagle na zawołanie coś uderzyło w okno rozbijając je ma miliony małych kawałków które w pewnej części uderzyły we mnie raniąc mnie.
Upadłam na podłogę za łóżkiem unikając większej liczby ran. Jednak upadek uraził mnie w brzuch.
Przez okno wskoczyli Fill, Paul i Max.
-Cześć Kora. Doszły nas słuchy że przestałaś chować sie w cieniu braci i ze zostałaś sama. To jak? Przyłączysz sie znowu do nas?
Wstałam pomagając sobie łapiąc sie za łóżko i tam zostawiając kolejne ślady krwi.
-Powiedziałam byście dali mi spokój! -byłam wściekła.
-Oj Kocie daj spokój.-powiedział Max podchodząc do mnie.
Zamachnęłam się i przecięłam mu ramię kawałkiem szkła które trzymałam w ręce.
-Oj nie ładnie.-syknął-Daliśmy Ci schronienie kiedy ten twój łowca umarł a ty tak nam dziękujesz?
Poczułam uderzenie w tył kłowy i osunęłam sie na ziemie tracąc przytomność.
***
Ocknęłam sie w jakimś pomieszczeniu. Śmierdziało stęchlizna i wilgocią. Panował półmrok. Było tylko małe okienko które oczywiście było zatracone. nawet ja choć byłam drobnej postury nie mogłabym sie przez nie (po pozbyciu krat) przecisnąć.
Drzwi były ze stali. Ja byłam skuta łańcuchami. A konkretnie miałam na szyi metalową obroże która była przypięta do łańcucha który był przypięty do ściany w rogu a zasięg łańcucha był wystarczająco długi.. taa.. bym mogła wstać. Dodatkowo miałam skute ręce.
-Będziesz tam siedzieć dopóki nie nauczysz sie pokory i szacunku.-usłyszałam przez drzwi.
No to świetnie
..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz