sobota, 20 lutego 2016

Od Kory

Udawałam dalej psa mimo iż ten cały Boby cały czas mnie obserwował. Jako że zostałam z nim sama w domu postanowiłam trochę się z nim podroczyć.
Słuchał właśnie jakiś wiadomości w telewizji. Widać było ze jest przejęty tym co słyszy. Stwierdziłam że może i ja pooglądam?
Usiadłam przed nim na podłodze prosto przed telewizorem tak że cała głową zasłaniałam mu telewizor.
-Uciekaj!-powiedział.
Spojrzałam sie na niego wywalając język. Zaszczekałam po czym spojrzałam na telewizor i zaczęłam wyć jak najgłośniej mogłam.
-Cholera! Czego chcesz?-powiedział.
Zamilkłam patrząc na niego. Wstałam i zamerdałam ogonem. Trochę poniżające to wszystko było ale mogłam sie przynajmniej "poznęcać" nad kimś.
-Nie..-powiedział rozumiejąc to co chciałam mu przekazać. -Nie.. nie mam ochoty...
Zaszczekałam.
-Eh.. ale będziesz już cicho? A nie możesz sama iść?
Przewrócił oczami.
~No Boby... czas na spacerek!-pomyślałam idąc z nim w stronę drzwi.


Trochę go wymęczyłam. Taki tam 3 godzinny spacer. Wróciliśmy do ich domu. On był wykończony.
-Gdzie byliście?-zapytał Sam.
-Jej sie zapytaj! Ona chce mnie wykończyć! -powiedział Boby idąc do salonu.
Ja spojrzałam sie na niego przekrzywiając głowę.





-Głodna?-zapytał Sam.
~Jak cholera... Mam ochotę na tosty i coś do picia. -pomyślałam idąc za Samem do kuchni.
Oczywiście na tosty nie mogłam liczyć. Napiłam sie tylko wody. Jednak widząc podejrzane spojrzenie Sama zmusiłam sie by zjeść trochę żarcia które mi naszykował. Nie było takie złe przynajmniej nie było to typowe psie jedzenie.


***

Całą noc odpoczywałam. Dzięki doskonałemu słuchowi słyszałam jak cała trójka śpi. Znów w ludzkiej postaci zjadłam normalnie ludzkie jedzenie oraz wymknęłam się przez okno. Mój pokoik hotelowy był zaraz za rogiem. Tam wzięłam prysznic i sie przebrałam. Do domu chłopaków wróciłam jak jeszcze spali. Położyłam sie na kanapie już w psiej postaci i zasnęłam.
Wstałam także wcześniej od nich. Postanowiłam więc obudzić Sama! Znowu!
Wskoczyłam mu na łóżko szczekając a ten zaczął chować sie pod kołdrą.





Swoim szczekaniem postawiłam wszystkich na nogi. W czasie śniadania każdy patrzył sie na mnie tak jakby chciał mnie zamordować. Mnie to bawiło. Taka tam pobudka przed 6 rano.
-Dobra jak już nie śpimy... to może wybierzemy się do tego miasteczka? -powiedział Dean.
Zaczęli sie szykować. Mimo iż chciałam zostać sama by znów móc przemienić sie w człowieka.. nie mogłam. Nie tym razem.
Po niecałej godzinie byli naszykowani i wsiadali do samochodu. Boby postanowił jednak zostać. Dean wrzucił torbę do samochodu i wrócił sie jeszcze Samem do domu. Ja w tym czasie wskoczyłam do samochodu i ukryłam sie z tyłu pod jakimś kocem. Kiedy ruszyli nawet nie wiedzieli ze jadę z nimi.
Dopiero kiedy dojechaliśmy na miejsce wyskoczyłam spod koca i omijając wściekłego Deana wyskoczyłam z samochodu szczekając radośnie. Usiadłam na chodniku.
-Jak ona... jak?! Mówiłem że ma nie włazić do samochodu!-mówił wściekły Dean.
-Na mnie nie patrz.. musiała wejść jak zostawiłeś otwarte drzwi.
Samowi zadzwonił telefon. Odebrał i chwile słuchał zanim się odezwał.
-Tak Boby... wiemy że jej w domu nie ma... jest z nami.
Rozłączył się.
-I co teraz? W samochodzie nie zostanie! -powiedział Dean.
-Obok samochodu też nie może wiec musi iść z nami.
-A nie może po prostu sobie iść gdzieś? I nie wracać?-westchnął Dean.
Zaszczekałam na niego.
-Najwyraźniej nie.-zaśmiał sie Sam.
A wiec poszłam z nimi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz