poniedziałek, 22 lutego 2016

Od Alice

  Dan siedział w fotelu przeglądając książki adresowe kilka razy z rzędu szukając czegoś. Wpatrywałam się w niego, czekając aż powie cokolwiek. Jednak milczał.
-Po co to robisz? I po co mnie ciągasz za sobą? - spytałam nachylając się nad nim opierając rękami o jego silne ramiona.
-Zasady są proste, Alicjo.
-Mam dość tych zasad. Cały czas jestem pod kluczem...
-Przecież wychodzisz kiedy chcesz. - odparł obojętnie Nie patrząc na mnie.
-Ale ciągasz mnie ze sobą... nie chcesz nauczyć mnie strzelać..
-Nie znasz się na tym i nie jesteś łowcą. I nie. Nie będę uczył cie strzelać. Nie potrzebne ci to.
  Westchnęłam ciężko i padam na fotel obok.
-Chciałabym coś zmienić...
-Jak z Samem?
-Poznał mnie, wiesz? - uśmiechnęłam się. -W końcu znalazłam brata...
  Uśmiechnął się dziwnie, zadowolony jakby z siebie i zamknął książkę adresową. Wstał i złapał kluczyki.
-Jedziemy.
-Gdzie znowu?
-Do domu. - odparł i poszliśmy do samochodu.

  Kilka godzin później siedziałam sama zamknięta w domku. Różowa gdzieś zniknęła, a za to do środka wszedł w końcu Dan niosąc jakąś brunetke na rękach. Rzucił ja na podłogę, ta uderzyła o panele jak kukła.
-Kto to? - spytałam wystraszona.
-Katherine Pierce. Wampirzyca. Wcześniej miał ją w domu Twój Sam, widocznie uciekła bo żaden idiota nie puścił by jej do ludzi.
-Jest niebezpieczna?
-Boi się łowców. Czuje do nich szacunek, ale nienawidzi ich.
-Czy ona...
-Tak, żyje.  To tylko pocisk usypiajacy.
-Po co nam ona ?
-Żebyś przejrzała na oczy kim są naprawdę wampiry. I sam mam plany co do Katherine.
-Ale ja nie chce...
-Nie pytam się czy chcesz. Ja Ci każe.
-Ale... - zaczęłam spokojnie a on uciszyl mnie.
-Pamiętaj o umowie. Jesteś moja, a więc robisz wszystko co chcę.
-Tak... wiem. Przepraszam...
-Nie jesteśmy na Ty. - mruknął z satysfakcją.
-Przepraszam Panie. - szepnęłam.
  Uśmiechnął się i podszedł bliżej mnie a ja spuściłam wzrok.
-Tak lepiej... robie wszystko dla twojego dobra. Odnalazłem Ci brata... pamiętaj ze masz mnie szanować. Jestem w końcu twoim panem.
  Kisnełam głową a on brutalnie mnie pocałował i zniknął.
  Nie jest łowcą, nie jest wampirem, nie jest wilkołakiem,  nie jest człowiekiem. Jest kimś o wiele gorszym niż wampiry czy cokolwiek. A ja muszę wykonywać jego prośby i rozkazy. Nie mam wyjścia. Jestem jego niewolnicą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz