sobota, 27 lutego 2016

Od Kory

Dojechaliśmy na miejsce. Miałam złe przeczucia. Intuicja podpowiadała mi ze coś sie stanie i byśmy lepiej nie mieszali sie w to. Chłopaki weszli do baru a ja oczywiście musiałam zostać przed. Podeszłam do okna i spojrzałam na wnętrze baru. Przyjrzałam sie każdej osobie tam. I zobaczyłam ich. Demony.
Jako ze byłam zmiennokształtną czyli istotą nadnaturalną wyczuwałam inne rasy istot oraz widziałam ich prawdziwe oblicza.
Pięciu ubranych w czarne skórzane kurtki ludzi opętanych siedziała pryz jednym ze stolików.
Sam i Dean spojrzeli sie w ich strony ale oni nie mogli wyczuć że to demony. Podeszli do baru i gadali z barmanem. Byli ubrani w garnitury.. podawali się za gości z FBI. Przez okno nie słyszałam o czym mówili ale z pewnością mówili o tym że przyjechali tu w sprawie ostatnich morderstw i zaginięć ludzi.
Po chwili wyszli a ja od razu starałam im sie przekazać co jest grane. Tylko jak jak byłam w ciele psa? Nie mogłam sie ujawnić! Zaczęłam więc szczekać.
-Co jest? Lesje? -zapytał Sam.
Warczałam w stronę drzwi od baru.
-Coś wyczułaś?-zapytał Dean i ukucnął przy mnie.
Spojrzałam w stronę demonów a oni patrzyli sie na mnie. oni tak samo nie widzieli we mnie tylko psa. Wstali i wyszli tylnym wyjściem. Najeżyłam sie i warczałam. Zaszczekałam na Sama i Deana po czym zerwałam sie i pobiegłam w stronę tylnego wyjścia. Po chwili usłyszałam jak Sam i Dean biegną za mną. To dobrze. Mozę powinnam dbać by nie narażali się ale oni byli łowcami, to ich praca a ja byłam wychowywana przez łowce. To było ryzyko zawodowe. Nie mogłam pilnować by tylko siedzieli w domu i nic nie działali. Mogłam im za to pomagać.
Wybiegłam za tył baru i zobaczyłam jak demony odjeżdżają na motorach. Nie dogonię ich. Zatrzymałam sie i szczekałam.
Chłopaki dobiegli do mnie i spojrzeli sie w stronę odjeżdżających motorów.
-Co jest Lesje?-zapytał Sam.
-Kim oni są?
Spojrzałam na nich. I jak im to przekazać?
Usiadłam i zastanowiłam się. jak pies może przekazać że tamci to demony?
-Wampiry?
Zawarczałam.
-Wilkołaki?
To samo.
-Demony?
Zaszczekałam merdając ogonem.
-Mądra psina.-poklepał mnie po głowie Sam.
-A ja nadal uważam że to nie zwykł pies.-powiedział Dean.
Poszliśmy do samochodu. Usiadłam na tylnym siedzeniu i zaczęłam sie wiercić.
-Spokojnie Lesje.-powiedział Sam.
-Nie podrzyj siedzeń!-powiedział ostrzegawczo Dean.
Zawarczałam.
-Chyba o tym wie.-powiedział Sam z uśmiechem.
-Ubił bym ja gdyby to zrobiła.
~Jakbym tego nie wiedziała-burknęłam w myślach.
Dean spojrzał się na mnie w lusterku.
Zrobiłam zaciekawioną minę. Zrozumiał mnie? Nie no to nie możliwe..
Ruszyliśmy.
-Mamy kolejny trop. Stary dom w lesie. Barman mówił ze w jego okolicach znaleziono dwa ciała.
Tam też pojechaliśmy.

***




Robiło sie już ciemno. Chłopaki założyli już swoje codzienne ubrania. Zatrzymaliśmy siew okolicach domu. Tak by demony nie usłyszały samochodu. Wysiedliśmy. Chłopaki wzięli broń.
-Może lepiej by została w samochodzie?-powiedział Dean co mnie i Sama zaskoczyło.
Zawarczałam i ruszyłam w stronę domu.
-Chyba twój pomysł sie jej nie spodobał. Nie zostanie.. A jak ja siła zamkniemy twoja dziecinka ucierpi.-powiedział Sam.
Szli za mną.
Przed domem moja intuicja szalała. Z jednej strony miałam ochotę zabrać jakimś cudem stąd chłopaków i nigdy nie wracać a z drugiej strony.. miałam ochotę pozabijać kilka demonów. Druga strona wygrała.
Weszliśmy do domu. Nikogo nie było. Jednak to była złudna myśl. Czułam wszędzie zapach demonów.
Chłopaki ze mną sprawdzili parter. Na pietrze też czysto. Poszliśmy do piwnicy. Jak na niewielki domek piwnica była duża z wieloma pomieszczeniami. W kotłowni znaleźliśmy troje związanych i nieprzytomnych ludzi.
Sam oblał ich wodą święcona. Byli zwykłymi ludźmi.
Usłyszałam a raczej wyczułam ruch za nami. W tej samej chwili troje demonów nas zaatakowało. Sam zabił jednego i Dean tak samo. Trzeci chciał uciec ale rzuciłam się na niego. Uczepiłam się jego szyi. Zrzucił mnie i uderzyłam o ścianę. Zrobiło mi sie ciemno przed oczami. Jak wstawałam zobaczyłam że Dean już zabił tego demona.
Trzech z głowy a gdzie pozostała dwójka?
Wtedy z ciemności wyłonił sie jeden i zaatakował Sama jednak ten szybko zadziałał i przebił go sztyletem. Demon zginał w cele swojej ofiary która z pewnością i tak już nie żyła.
-Dean!-krzyknął Sam.
Spojrzałam w kat. Zobaczyłam ruch. Dean sie odwracał kiedy demon go zaatakował i odepchnął na drewniany stół. Sam już do nich biegł.
Dean sie podnosiła demon już był przy nim. Sam także i już miał sie zamachać by zabić demona kiedy ten go odrzucił na ścianę. Wiedziałam ze ten demon jest silniejszy niż te które zostały zabite. Musiałam działać. Rzuciłam się na niego kiedy stał plecami do mnie. Zrzucił mnie jednak ja nie czekając znowu na niego skoczyłam. I to był błąd. Nie zobaczyłam że wyrwał Samowi jego srebrny sztylet. Poczułam ból w brzuchu. Upadłabym ale mnie przytrzymał za sierść. Wbił nóż ze trzy razy. Same rany by aż tak bardzo nie bolały.. ale to był srebrny sztylet. Srebro działa na takich jak ja jak kwas.
Demon już miał sie zamachnąć by uciąć mi głowę kiedy nagle zawył. Upadł wypuszczając mnie ze swojego chwytu a za nim zobaczyłam Deana z furią w oczach.
Wszystko mnie niemiłosiernie bolało i czułam jak rany po srebrze nie chcą sie goić. Mogłam sobie tylko wyobrazić kałużę swojej krwi.
-Lesje!-usłyszałam (albo to była moja wyobraźnia) krzyk Sama.
Czułam jak tracę siły a w związku z tym nie mogłam być już w postaci psa i po prostu zmieniłam sie w swoją ludzka postać.
Zobaczyłam tylko zaskoczenie w przerażonych twarzach chłopaków. Potem już tylko ciemność...

***

Czy tacy jak ja po śmierci także trafiają do czyśćca? Czy może swoimi dobrymi uczynkami i wielorazowym poświeceniem zasłużyłam sobie na miejsce w niebie? Jestem ciekawa.. 
Jednak nie widziałam żadnego światła.. nic tylko ciemność.. 

Po czasie przez tę ciemność zaczęły przemykać sie obrazy.
Ktoś mnie niósł..
Wnętrze samochodu..
Czyjeś przerażone twarze..
Jakieś głośne rozmowy..
...i ten metaliczny zapach krwi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz