czwartek, 11 lutego 2016

Od Katherine

Ocknęłam się. W końcu... czułam, jakbym była nieprzytomna przez wieki. Bolała mnie głowa, miałam mętlik w głowie. Do pokoju wszedł ktoś znajomy, widziałam jak przez mgłę. Podał mi jakąś torebkę, nie wiedziałam co to, ale po chwili obraz stawał się czysty. Trzymałam w ręku torebkę krwi, aż mnie zmroziło, poczułam wstręt.
-Kim jesteś i czemu dajesz mi jakąś torebkę krwi? - spytałam mężczyznę, który wychodził z pokoju.
-Przecież wampiry muszą coś... ehm... jeść... pić... nie wiem, jak to nazywacie.
-Ale ja nie jestem wampirem! Czekaj, jak ci na imię? - spytałam.
-Bobby. Przecież mnie znasz...
-Jane. - podałam mu rękę, ale on wyglądał, jakby zgłupiał.
-Ty przecież jesteś Katherine...
-Nie, Jane... ile byłam nieprzytomna? Przepraszam, pewnie zadaję zbyt dużo pytań...
-Poczekaj... - wydusił z siebie trochę zakłopotany i wyszedł.
  Słyszałam jak wykonuje telefon, słyszałam, jak stuka numer na starym, czarnym telefonie, a ja usiadłam na łóżku.
  Do pokoju po niedługim czasie weszło dwóch, też znajomych mi mężczyzn. Obydwaj blondyni spojrzeli się na mnie jakoś dziwnie.
-Katherine?
-Jaka znowu Katherine? - spytałam cicho i spokojnie. - Jestem Jane... Słuchajcie, nie wiem co się tu dzieje... możecie mi wytłumaczyć... o rany... gdzie jest Ana?
-Jaka Ana... ach... jednak to Jane... - westchnął Sam.
-Jak to? Wierzysz jej? - spytał Bobby.
-Uspokójcie się. Wygląda na to, że Jakimś dziwnym cudem Katherine i Jane są powiązane umysłami... czy coś... trzeba to rozgryźć bo już zaczynam się w tym gubić... - mruknął Dean.
-Poznajesz mnie? - spytał delikatnie Sam.
  Milczałam, wpatrując się w podłogę.
  Sam zbliżył się, chciał mnie dotknąć w ramię, ale ja jakoś automatycznie się odsunęłam, wystraszona.
-Ona się boi. - odezwał się Dean.
-Co Ty, Sherlocku? - parsknął Sam.
  Zbliżył się Dean. Ale nie zbyt blisko.
-Możesz z nami porozmawiać?
  Odwróciłam wzrok.
-Nic z tego. Ona nie chce rozmawiać. - westchnął Dean.
-Dajmy jej czas.
-Nie wiadomo ile tego czasu ma zanim wróci znów ta Katherine! - zdenerwował się Sam.
  Przerwał im telefon. Dean poszedł odebrać i wrócił z telefonem w ręku.
-Tak, jest... Skąd pani zna ten numer? ... Aha...
-Kto to? - spytał Bobby.
  Dean uniósł rękę, by uciszyć pytania od swoich kumpli i spojrzał się na mnie. Prosto w moje oczy, jakby szukał w nich prawdy i odpowiedzi na wszystkie pytania które go dręczyły.
-To do Ciebie... Jane. - podał mi telefon po chwili.
  Bez słowa powoli wyciągnęłam rękę i przyłożyłam sobie telefon do ucha.
-H-halo...? - spytałam cicho.
-Jane! Co z Tobą!? Martwiłam się...!
  Poznałam ten głos.
-Sarah?
-Nie odzywałaś się przez miesiąc! Matko! Nawet szef mówił, że zaginęłaś! Był tu jakiś... Damon... pytał o Ciebie...
-O mnie? - zdziwiłam się.
-Tak... mówił, że ma do Ciebie sprawę...
-Nie znam nikogo takiego o tym imieniu. Nie rozmawiaj z nim dobrze?
-No dobrze... Ale wróć do domu... mama dawno już wezwała policję...
-Niech odwoła. Wrócę... jak poczuje się lepiej. - rozłączyłam się i podałam Deanowi telefon.
-Kto to?
  Milczałam.
-Musisz nam zaufać i z nami współpracować. - dopowiedział Sam i zniknęli za drzwiami.
  Byłam zamknięta w sobie. Jakaś nieobecna jestem... nie wiem, co się ze mną dzieje. Ale miałam dziwną obawę, że grozi coś złego nie tylko mnie, ale i wszystkim na których mi zależy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz