poniedziałek, 22 lutego 2016

Od Kory

Sam z Bobym gdzieś pojechali. Wcześniej zostawili mi coś do jedzenia i picia. Mieli zniknąć na parę godzin dłużej niż zwykle. Mi to odpowiadało ale jednocześnie martwiłam się. W końcu obiecałam Gregowi że będę miała ich na oku. Już Dean mi znikł gdzieś! Niestety nie mogłam nic poradzić w tej sprawie. Sam z bobym zamknęli mi drzwi przed nosem a Dean po prostu wyparował.
Nie mogąc nic począć postanowiłam załatwić parę swoich spraw oraz odpocząć.
Jak tylko odjechali przemieniłam sie w człowieka. Wreszcie mogłam wyprostować wszystkie kości ale nie powiem ze nie lubię przemian bo je uwielbiam!
Wzięłam długą gorącą kąpiel po czym zrobiłam sobie coś do jedzenia.
Kiedy sie już najadłam wyszłam z domu przez okno (z tyłu domu) które zostawiłam uchylone bym mogła wrócić.
Opłaciłam swój pokój w hotelu i przebrałam sie w nim. Może bym poszła na zakupy? Przebywam większość czasu w psim futrze ale ludzkie nowe ubrania też by sie przydały. Jednak nie dziś.
Wyszłam z pokoju hotelowego i skierowałam się na miasto.

***

Miałam wracać bo sie ściemniało kiedy usłyszałam coś. Zatrzymałam się i spojrzałam w ciemną uliczkę między budynkami. Miałam dobry wzrok i widziałam w ciemności dlatego z łatwością dostrzegłam w ciemności ruch. Ktoś tam był. A dokładnie parę "ktosiów". Poczuła mich zapach. Teraz byłam wściekła.
Ruszyłam w ich stronę.
-Ile razy mam wam mówić byście zostawili mnie i moje sprawy w spokoju?-powiedziałam wściekła przypierając do ściany jednego z chłopaków.
-Spokojnie spokojnie Kora. Hmm.. ładnie wyglądasz.. I pachniesz psem. Teraz w psiej postaci pracujesz?
-Nie twój interes!
-Widzieliśmy cię. Jak radośnie biegałaś z tym starym. Jak mu? Boby?
-Odwalcie się!-przycisnęłam mu pazury do gardła po czym odsunęłam sie o parę kroków.
-Coś ty taka agresywna? Nie zaszczepili sie przeciwko wściekliźnie?
-Odwal sie! I zostawcie mnie wreszcie w spokoju!
-Kiedyś z nami pracowałaś. Lubiłaś to.
-Zmieniłam się.
-Widzę. Ale tamta Kora nadal w tobie jest.
-Nie.
-Ten list na prawdę cię zmienił. Szkoda że ci go pokazałem.
Spojrzałam na pozostałych. Było ich w sumie tylko trzech. Fill, Paul i Max. Po śmierci Grega zanim przeczytałam list z nimi mieszkałam. Zaopiekowali się mną. Oczywiście żaden z nich nie był człowiekiem. Byli wampirami. Mimo wszystko, że wydawali sie groźni nie bałam się ich. Oni należą do tych co nie wychylają się za bardzo. Nie lubią ryzykować jednak mimo wszystko, mimo iż teraz jestem znowu wśród łowców.. oni nie dają mi spokoju.
-Jeżeli jeszcze raz zakłócicie mój spokój albo będziecie chcieli zaszkodzić łowcą.. Sama was zabije.
-Wiesz co Kora. Jesteś zdrajcą. Zdrajcą rozumiesz? Mimo iz jesteś prawie taka sama jak my.. bo też nie jesteś zwykłym człowiekiem, jesteś zmiennokształtną. Nadnaturalną istotą. My jesteśmy wampirami. Nie rozumiesz? Zdradziłam swoją rasę, zdradziłaś wszystkie istoty nadnaturalne. Współpracujesz z łowcami. Jesteś zakałą wszystkich istot nadnaturalnych. Hańbisz swoją rodzinę.
Uderzyłam go. Nic to nie da bo złamany nos zagoi mu się szybko lecz miło było patrzeć na to jaki był zaskoczony.
Podnosił sie z ziemi kiedy ja odchodziłam.
-Odejdźcie i nie wracajcie. Zostawcie mnie, Sama, Deana i Boby'ego w spokoju. Jeśli jeszcze raz staniecie mi na drodze.. nie zawaham się.-powiedziałam jeszcze zatrzymując się.
Odeszłam zostawiając ich w tej uliczce.

***

Sam i boby wrócili godzinę po moim powrocie. Przywitałam ich merdając ogonem. Nic im sie nie stało.. całe szczęście. teraz tylko zostało mi się zamartwiać o to gdzie zniknął Dean.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz