Głód był straszny a tamci zamiast przynosić mi normalnego jedzenia podrzucali mi surowe mięso. Dni ciągnęły się niemiłosoernie długo. Czułam się tak jakby siedziała tu na głodzie z rok a zaledwie byłam tu prawie dwa tygodnie. Czułam się fatalnie. Słyszałam bicie serca ofiar moich oprawców. No oczywiście do czasu kiedy już były martwe. Nic nie mogłam zrobić by ich uratować bo byłam zamknięta w innym pomieszczeniu a nawet gdyby tak nie było.. I tak bałabym się zareagować. Nie ufałam głodowi. Na razie to kontrolowałam ale.. Nie byłam pewna jak długo dam jeszcze radę. Zaciskałam zęby ale mięso mnie "wołało". Jak wilkołaki dają rade?
-Kora zjedz.-powiedział Max.-Nie przeżyjesz tak dalej. Już cię nie poznaje.
Miałam potargane włosy, brudne ubrania od siedzenia tu w tym bałaganie oraz byłam strasznie blada i miałam przekrwione oczy. Schudłam też. Wyglądałam jak bezdomna albo żywy trup.
-Wolę umrzeć niż to zjeść.
-Tak teź się stanie jak nie zjesz. Kora... Skarbie. Teraz żałuje że ci to zrobiłem.
Wściekłam się. Głod także sprawiał że ciężko było mi panować nad emocjami.
-Teraz żałujesz?! Teraz?! Przez ciebie stałam się potworem! Głód jest straszny! Ale jestem.. Na tyle silna by wygrać z nim. Zrozum. Nie będę jadła tego! Nie stane się mordercą. Wole umrzeć.
-Nie pozwole na to.
Wyszedł zostawiając mnie samą.
Musiałam coś zrobić. Wstałam. Czułam każdą kość. Każdy krok był bolesny. Podeszłam chwiejac się do okna. Zamachnęłam się i potłukłam szybe, byly w nim kraty to i tak bym,nie wyszla ale nie to było moim celem. Złapałam jeden kawałek szkła i przeciełam dobie nadgarstki. Krew zaczęła płynąć. Samobójstwo nie było honorowe ale takim czynem nie będę stanowiła już zagrożenia dla nikogo.
Już odpływałam kiedy drzwi się otorzyły i wbiegł Max.
-Coś ty głupia zrobiła?!-krzyknął a ja spojrzałam na niego sennym ale pełnym sadyskwakcji i zadowolonym spojrzeniem.
-To koniec Max. Już nie zniszczysz mi bardziej życia.. Bo nie będę żyła.
Podszedł i wyciągnął mi szko z nadgarstków by rany mogły się zacząć jako tako goić. Porwał jakąś ścierke i obwiązał mi je.
-Zostaw-opierałam się.
-Nie, nie pozwole ci na to.
-Max! Łowcy są coraz bliżej! Za dużo ryzykujemy! Czas się zmywać!- powiedział Paul.
Max wziął mnie na ręce i zaniósł do ich samochodu. Położył mnie na tylnim siedzeniu. Miałam skute ręce i nogi więc mógł wrócić do chłopaków nie bojąc się że uciekne.
Najwyraźniej musieli spakować pewnie rzeczy.
Ja byłam zmęczona i senna. Nie dałam rady długo opierać się i w końcu zasnęłam wyczerpana.
Ostatnim o czym pomyślałam było to kiedy wreszcie to wszystko się skończy. Miałam dość! Dość tego głodu! Dość że zawsze w coś się wpakuje! Dość tego że jestem taka słaba i samotna.. Byłam najwyraźniej typowym,nieudacznikiem. I to mnie wkurzało.
niedziela, 28 lutego 2016
Od Kory
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz