środa, 17 lutego 2016

Od Kory

Fałszywe dokumenty, małe obleśne pokoje hotelowe i oczywiście płacenie gotówką. Były to podstawy życia łowcy których Greg mnie nauczył. Teraz jednak musiałam radzić sobie sama.
Schowałam pod łóżko torbę ze swoimi rzeczami po czym wyszłam przed budynek. Było jeszcze wcześnie rano. Musiałam zacząć zwiady.
Obiekty znalazłam w knajpie. Obiekt pierwszy kupił dwa hamburgery i cole a obiekt drugi zamówił sałatkę i sok pomarańczowy. Gusta dotyczące jedzenia mają kompletnie przeciwne na to wychodzi. Ciekawe. Siedziałam przy stoliku niedaleko. Aby nie wzbudzać uwagi zamówiłam wodę.
Po 30 minutach obiekty wstały i wyszły. Odczekałam parę sekund po czym także wyszłam. Założyłam okulary przeciwsłoneczne i skierowałam się prosto omijając samochód do którego wsiadali. Za rogiem budynku naprzeciwko przemieniłam się w orła. Wzbiłam sie w powietrze i leciałam idealnie nad samochodem obiektów.
Dlaczego ich śledziłam? Musiałam zdobyć o nich wszystkie informacje.
Zatrzymali sie parę kilometrów dalej. Przed jakimś domkiem. Ciekawie. Wylądowałam na drzewie obok samochodu. Wysiedli i zapukali do drzwi. Obiekt pierwszy przedstawił się kobiecie jako agent FBI oraz przedstawił swojego towarzysza. Ciekawie.
Podobno prowadzili śledztwo w sprawie jakiegoś zabójstwa. Kiedyś może by mnie to interesowało... ale teraz? Miałam tylko jeden cel do zrealizowania.
Weszli do domu.
Musiałam czekać.
Trochę czasu minęło zanim wyszli i wreszcie odjechali, ale tym razem nie leciałam za nimi. Byłam teraz w postaci małej polnej myszki i siedziałam pod siedzeniem obiektu drugiego. Tak to jest jak się nie zasuwa szyb w samochodzie. No ale przynajmniej mam ułatwione zajęcie.
Cała drogę rozmawiali o sprawie którą zaczęli prowadzić. Ja natomiast starałam się nie zabić w czasie skręcania samochodu. Obiekt pierwszy jeździ jak wariat! Powinien bardziej uważać.
Dojechaliśmy na miejsce. Szybko wymknęłam sie przez drzwi kiedy obiekt drugi wysiadał. Schowałam sie pod samochodem. Na szczęście mnie nie widzieli i po prostu skierowali sie rozmawiając do domu. Do najwyraźniej ich domu.
Na dziś koniec.

***

Następnego dnia wstałam znowu wcześnie by być pierwszą w knajpie. Zamówiłam sobie sałatkę i wodę i czekałam. Dziś miałam do zrealizowania inną część zadania. Tym razem musiałam się "poznać" chociaż z jednym obiektem.
Niestety nie przyszli. Czyżby załatwili sobie gosposię która im gotuje? Bo jakoś sobie ich w fartuszku w kuchni nie wyobrażam.
Wstałam i wyszłam. W drzwiach wpadłam na kogoś.
-Uważaj!-burknął.
-Sam uważaj! -powiedziałam łapiąc równowagę i wtedy spojrzałam na osobę z która sie zderzyłam.
-To ty powinnaś uważać. Zabiłabyś mnie.
-Ciebie? W sumie.. wyglądasz na delikatnego, aż tak by kobieta cie drzwiami załatwiła.-zaśmiałam sie delikatnie drwiąc z niego.
-Jaka mądrala.. Uważaj lepiej na siebie.
-Grozisz mi?
-Nie, tylko ostrzegam.
Wszedł do knajpy.
-No my to na pewno sie nie polubimy.-powiedziałam i ruszyłam do parku.
Idąc chodnikiem doznałam miłego zaskoczenia. Na ławce siedział obiekt drugi. Może z tym będzie łatwiej.
Karmił okruszkami gołębie. Lubi zwierzęta. No to już coś lepszego.
-Hej. Przepraszam że przeszkadzam ale zgubiłam się. Wiesz może jak dojść do kawiarni?
-Kawiarni? Tą ulicą prosto potem w lewo, w prawo i znowu w lewo i na końcu.
-Co byś powiedział by towarzyszyć mi w drodze? Jestem tu nowa. Pewnie po drodze zgubie sie jeszcze parę razy.
-No..
-Jak nie chcesz to nie.. jejku pewnie masz dużo zajęć na głowie a ja ci przeszkadzam i marnuje twój cenny czas.. nie powinnam przepraszam. -zaczęłam udawać panikę.
-Nie, z przyjemnością ci potowarzyszę. Jestem Samuel ale mówi mi po prostu Sam. -powiedział wstając.
Zaczęliśmy iść.
-Kora.
-Fajne imię.
-Twoje też. Lubi zwierzęta?
-Skąd wiesz?
-Karmiłeś gołębie w parku.
-A no tak.. rzeczywiście.. No tak. Lubię. To źle?
-Nie, szanuje mężczyzn którzy lubią zwierzęta. Sama je uwielbiam. Miałam kiedyś psa ale zachorował. Wabił się Beny.
-Szkoda ze zachorował. Emm... przyjechałaś tu sama?
-Tak. Wiesz.. mam już to 20 lat prawie. Stwierdziłam że nie chcę siedzieć w jednym miejscu cały czas i postanowiłam zwiedzić trochę świata. A ty? Mieszkasz tu?
-Chwilowo tak.
-Od urodzenia?
-Nie. Wprowadziłem sie tu z bratem i przyjacielem.
-Przyjacielem? czy wy..?
-Co? Nie! Nie jesteśmy gejami! Mieszka z nami teraz koleżanka.
Zaczęłam się śmiać.
-Kwadracik? Ciekawe.-on sie uśmiechnął.
-Nie.. Nic z tych rzeczy.
-Szkoda.. zapowiadało sie ciekawie.
-No już jesteśmy.-powiedział.
-A może masz ochotę potowarzyszyć mi także w kawiarni? Wiesz.. trochę samotnie sie czuje w tym całym podróżowaniu... chociaż chwilkę chciałabym spędzić z tak miłym chłopakiem.
-W sumie czemu nie.
Weszliśmy do środka i zajęliśmy stolik.
Ja zamówiłam kawę a on herbatę.
-A co konkretnie sprowadza cię tu? W Morganville nie ma nic ciekawego.
-Lubię takie miasteczka. Niby nie wydaja się ciekawe a jednak skrywają mnóstwo tajemnic. Lubie poznawać nowe rzeczy.
-Ale uważaj na siebie w czasie tego poznawania.
-Spokojnie, porwania ani kieszonkowiec mi nie grozi. Oszukać też sie nie dam. A co innego mogło by mi grozić?-zapytałam z uśmiechem a on wydał sie zmieszany.. wiedziałam dlaczego wiec brnęłam w to dalej-Choć ostatnio kiedy byłam w innym miasteczku rozbiłam biwak w lesie. Rozumiesz że przez cała noc czułam czyjąś obecność poza namiotem? I słyszałam wycie wilków! Chciałam zbadać to ale policja przegnała mnie z lasu bo okazało sie że to teren prywatny.-zaczęłam sie śmiać.
On zaśmiał sie tylko niezręcznie. Wiedziałam dlaczego. On myślał że jestem tylko zwykłym człowiekiem i ze nie wiem o istotach nadnaturalnych. Zmartwił się.
-Wiesz co fascynują mnie twoje oczy.
-Moja babcia takie miała. Najwyraźniej to u mnie w rodzinie dziedziczne.
-Są takie..
Teraz ja sie poczułam niezręcznie jednak na szczęście zadzwonił jego telefon. Rozmawiał chwilkę a potem powiedział ze niestety musi już iść bo brat ma do niego sprawę ale że było mu miło mnie poznać.
Pomachałam mu jak wychodził z kawiarni po czym dopiłam swoja kawę i wróciłam do swojego pokoju w hotelu który był zaraz obok. Taaa.. ja bym sie gdzieś mogła zgubić a o drogę też nigdy pytać tak na prawdę nie musiałam.. bo sienie gubiłam. Tylko jeśli musiałam kogoś zaczepić tak jak teraz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz