Warknęłam i podeszłam do anioła. Stałam tak na przeciwko jego twarzy i patrzyłam sie na niego zastanawiając się co dalej zrobić..
Położyłam sie na przeciwko na dywanie i wpatrywałam sie dalej w niego. Zaczęło robić sie ciekawie. Cass zaczął coś mamrotać przez sen. Próbowałam zrozumieć co.
Niestety było to w jakimś dziwnym i chyba bardzo starym języku. Zrozumiałam tylko jedno słowo a konkretnie imię.. "Lucyfer"..
Zerwałam sie na nogi. Czyżby... chłopaki mieli sie wmieszać w coś z Lucyferem?! Może to dlatego Dean zniknął na prawie tydzień?!?
Jak miałam dać rade dbać o to by byli żywi skoro możliwe iż wpakują sie w coś z Lucyferem?
Usiadłam. A co jeśli ten Anioł tylko tak powiedział? W końcu nie zrozumiałam nic więcej z tego co mówił.
***
Nastał dzień. Cała noc przespałam na kanapie. Rano postanowiłam nie odstąpić Dean nawet na krok. A co jeśli znowu zniknie?
Chodziłam z nim wszędzie tylko nie do łazienki oczywiście.
-Co jest? hmm?-zapytał w końcu kiedy po raz dziesiąty poszłam z nim do kuchni.
Usiadłam i przekrzywiłam głowę udając że nie wiem o co chodzi.
Przewrócił oczami. Zaczął iść na piętro a ja oczywiście miałam zamiar iść za nim. Zatrzymał mnie tuz przed schodami.
-Siad!
Usiadłam niechętnie.
-Zostań!
O nie tego nie zrobię! Jednak postanowiłam sie z nim podrażnić.
Zostałam a kiedy tylko zniknął mi na piętrze poszłam jego tropem. Jak sie okazało schował się! I to pod łóżkiem! Radosna zaczęłam go gonić. Ten wturlał sie z łóżka i zaczął biec a konkretnie uciekać.
Ganialiśmy sie jak małe dzieci. Dean wybiegł z domu a ja za nim jednak nie pobiegłam daleko bo wpadłam na Sama.
-Dean! Lesje! Co wy u diabła robicie?-zapytał zły podnosząc zakupy które wypadły mu w czasie zderzenia ze mną.
-Chciałem ja trochę.. zabawić. Cały dzień łazi za mną i pomyślałem że jej się nudzi a ciebie nie było. -powiedział Dean podchodząc do nas.
-To było ją wziąć na spacer a nie bawić siew berka po całym domu!-zaśmiał sie Sam.
Weszliśmy do domu. Nie wiem co mi odbiło ale było fajnie..
***
Minęło parę dni. Nie powiem że sie nudziłam bo było nawet ciekawie!
Rano postanowiłam obudzić Deana. Sama budziłam wczoraj a Boby'ego przed wczoraj.. wiec teraz była kolej mojego.. ulubieńca w sprawach budzenia.
Wskoczyłam mu na łóżko szczekając jednak sienie ruszył. Czyżby sie uodpornił? Nie ze mną takie numery. Zaczęłam go "maltretować".
Drapanie w kołdrę i skakanie podziałały.
-Lesje! Dość! Proszę! Jest dopiero wpół do 6 rano!!!!
Nie na mojej warcie. To jest odpowiednia godzina by wstawać i ja ich nauczę tego.
Po pięciu minutach jak przez cały czas szczekałam i wyłam biegając mu po łóżku wreszcie wstał.
Poszedł do salonu a ja zadowolona z ziębie podreptałam za nim. Tam już Sam z Bobym siedzieli i pili.. po zapachu było łatwo poznać ze kawę.
-Wreszcie wstałeś.. myślałem że nigdy sienie uciszy..-powiedział Boby.
-Poranny piesek z niej.-powiedział Samy popijając kawę.
Dean spojrzał na mnie zły.
-Mamy na dziś w ogóle jakaś sprawę?
-Zobaczmy.
Zaczęli przeglądać gazety i sprawdzać wiadomości w internecie a ja leżałam na podłodze i zaczynałam się nudzić.
Długo już byłam bez przerwy w psim ciele. Na szczęście nie pierwszy raz przez dłuższy czas byłam w innej postaci. Dlatego wiedziałam też że nawet jak dłużej pobędę w psim ciele nie wpłynie to na mnie w jakiś sposób. Choć ta zabawa z Deanem w berka.. To było nie codzienne i nietypowe. Lubiłam go na swój sposób. Może dlatego byłam z reguły najbardziej wredna dla niego.
Jednak Boby'ego i Sama nie omijają moje wybryki. Lubiłam sie z nimi droczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz