niedziela, 21 lutego 2016

Od Dean'a

W drodze do mieszkania Suzi (ciało jej męża eksplodowało na jej oczach gdy wspólnie robili obiad)
-Dean, gdzie byłeś wczoraj ? Cały dzień cię nie było, nie odbierałeś.
-Szukałem ciasta - przyśpieszyłem kroku
-Em.. w kawiarni obok jest go pełno
-Ale nie takie !
Skończyliśmy temat gdy dotarliśmy pod drzwi Suzi. Nim zapukaliśmy spojrzałem na pchlarza i wpadłem na genialny pomysł.
-Sam, ty sprawdź dom a ja coś zauważyłem, sprawdzę to... i wezmę psa.
Szybko tak aby Sam nie zdążył zadać pytania odszedłem z psem na smyczy. Z szyderczym uśmiechem i szybkim tempem poszedłem do psiego fryzjera. Czułem jak się psina spieła i lekko zestresowała, wbiłem do środka zwracając na siebie uwagę wszystkich ( klijętki z pekińczykiem, kogoś przy kasie i fryzjera)
-Proszę na łyso ! - szeroko się uśmiechnąłem
-Pana ? - wyjrzała zza lady elegancka blondyneczka
-Nie no, ją - szarpnąłem za smycz i uśmiechnąłem się do ciężko przestraszonego psa
-Ale to haski.. - dodał fryzjer
-I co ?
-On musi mieć taką sierść. - dodała blondyneczka
-To jak najk- pies przytulił mi się do nogi - kru- zaczęła lekko skamleć i polizała mi rękę, spuściłem ręce bezwładnie - proszę pazury obciąć i wykąpać pchlarza... - spojrzałem się na psa niby wkurzony niby nie - i co ? zadowolona ? - mina odrazu jej się zmieniła (szeroko otwarty pysk z jęzorem na wierzchu)
Pielęgnacja trwała krótko, w tym czasie zadzwoniłem do Sama żeby poczekał w kawiarni.
Zastanawiało mnie jedno, wszystkie inne zwierzęta nie jako rozumiem, ich mowę a ta jest cicho, ani słowa, jestem pewny że nie jest tylko psem. Wyszykowana zeskoczyła ze stołu fryzjerskiego i staneła przy drzwiach wyjściowym.
-Ile za to ?
-50
-Co ! - wnerwiony spojrzałem się na psa - odrobisz to - wycedziłem przez zęby i zapłaciłem.
Ukucnąłem przy psie.
-Będziesz grzeczna ? Rozejm ?
Spojrzała się na mnie spod byka
-Nie będę bardzo chamski jeśli ty będziesz ok..
Nagle pies tęsknym wzrokiem spojrzał na kanapkę którą jadła facetka, od pekińczyka.
Automatycznie spojrzeliśmy sobie w oczy rozumiejąc czego oboje chcemy. Wyciągnąłem do niej rękę.

Od tej chwili miałem nadzieje że już nie odwali żadnego głupiego numeru i że szybko znajdziemy jej jakiś inny dom.
Wstałem i wyszliśmy do korytarza wtedy znowu wpadłem na genialny pomysł !




Sam.

Zdążyłem przeszukać dom, rozwiązać problem ( to była wiedźma, zostawiła woreczek z przekleństwem pod blatem w kuchni)
i wypić kawe a go dalej nie było, coś mi tu nie pasowało, zaczynałem sie irytować. Poczekałem jeszcze chwilę
i zacząłem ich szukać. Może by tak daj je jakies imie ?
Szedłem przed siebie i szukałem miejsca w którym moga być oraz podświadomie myślałem nad imieniem dla haski.
Sama, Leja, Szasza...
Samochód stał tam gdzie go zostawiliśmy wiec musi być gdzieś blisko, maksymalnie 200 metrów od niego, Dean nie lubi się przemęczać... chyba że ma psa, w takim wypadku wolał by sie przejść.
Zamyślony szedłem dalej.
Muszę na spokojnie rozwiązać problem z tamtą babką, teraz nie daje mi ta sprawa spokoju.
Gdy tak szedłem moją uwagę przykuło szczekanie psa, spojrzałem w miejsce z którego dochodził odgłos.
(był to psi fryzjer) nagle drzwi sie otworzyły i nie wierzyłem w to co zauważyłem...

(Nie ma śniegu ale taki tylko gif był)

Dean bawił się z psem...




Dean.

Zabawa była przednia pomijając fakt że pies lekki nie był i średnio widziałem co się dzieje
na zewnątrz. Kurtkę znalazłem w korytarzu, wisiała na haku, i mimo sprzeciwu pchlarza ,udało mi sie tego dokonać !
-Emm.. Dean ? - usłyszałem głos Sama, musiał stać pewnie przede mną i widzieć całą scenę, trochę się skrępowałem.
Zdjąłem szalik, odsunąłem kurtkę, w tym momencie wypadł z niej pies prosto na cztery łapy i szeroko uśmiechnąłem się do Sama.
-No co ? Głodny jestem.
Ruszyłem w stronę kawiarni do której wcześniej kazałem iść Samowi.

Sam wszedł pierwszy później ja a na końcu przed nosem zamknąłem psu drzwi, i pokazałem znaczek z zakazem wstępu zwierzętom. Naburmuszona usiadła na schodku przed lokalem, ale niedługo po tym gdzieś zaczęła krążyć wkoło.
-I czego sie dowiedziałeś ? - spytałem Sama i wziąłem potężnego gryza hamburgera
-Wiedźma, przekleństwo, woreczek w kuchni.
-Kto był wiedźmą ?
-Teściowa ale rzuciła to po tej sprawie z Robertem ( mężem Suzi )
-Gratulacje, rozwiązałeś sam sprawę - powiedziałem z pełną buzią
-A ty ? co robiłeś ?
-Byłem u fryzjera
Sam spojrzał na moje włosy
-Z psem
-Co ?!
-Wiesz musi wyglądać gdy będziemy szukać jej innego domu
Nagle Sam spojrzał się zza mnie i zaczął się śmiać, automatycznie ja też się spojrzałem.

Ten pies był nie możliwy, skupiła uwagę połowy lokalu, a my wolimy być raczej jak najmniej widoczni.
Pokazałem jej fack you i wyszliśmy z lokalu, ta juz czekała pod drzwiami najwyraźniej zadowolona z siebie.

Byliśmy już w aucie gdy we wstecznym lusterku zauważyłem oblizujący się pysk pchlarza.
-Co ? głodna ?
-Ma w domu karmę
Spojrzałem sie na Sama mina typu ,,co ty pierdolisz" i zostawiłem to bez komentarza.
-Wiesz cos na temat ,,siostry" ? - spytałem
-Nie mogę jej znaleźć
-A szukasz ?
-Trochę...
-Wrócimy to wejdziemy w bazę danych i się znajdzie.
-Moze przyjdzie jeszcze raz ?
-Po tym jak jej nawrzucałeś ?
Sam spuścił głowe. Byliśmy już na miejscu. Wszedłem do domu. Bobby jak zwykle w książkach, usiłuje coś sobie przypomnieć. Usiadłem na przeciwko niego.



Bobby.


Usiadł na przeciwko mnie i się patrzył, nie na książki czy piwo tylko na mnie, wiedziałem ze wie,
wiedziałem że chce mi powiedzieć abym przestał, że mam sie oszczędzać, że to na nic, ale nic nie mówił
nie chciał aby Sam sie dowiedział, on jest wrażliwy, delikatny, chciał by znaleźć na siłe jakieś rozwiązanie,
a Dean dobrze wie że owego nie ma.
-W któreś z tych książek to jest, zaraz to znajdę - skupiłem sie na lekturze jeszcze bardziej, nagle Dean zamknął mi  książkę przed nosem i pogłaskał psa który usiadł przy jego nogach, widok nie spotykany.
-Lesje ! Jedzonko - zawołał Sammy wsypując karmę do starej blaszanej miski.
-Lesje ? Żartujesz ! Nie nazywamy jej, nie jes nasza - Sam spojrzał sie na mnie szczenięcym wzrokiem - nie !
Teraz spojrzałem sie na psa.
-Co chce cię otruć ? - Wyjąłem z kurtki zapakowanego w papier hamburgera i jej dałem - nie ma za co - dodałem
Chłopaki z osłupieniem patrzyli się na tą scene.
-No co ? - wstałem, wziąłem piwo i poszedłem do pokoju.




Dean.

-Cas! Jakieś nowe wieści ?
Z nagłym podmuchem wiatru pojawił sie za mną Castiel.
-Tak, choć
Dotknął mnie i razem zniknęliśmy niezauważeni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz