Obudziłam się już w innym miejscu. Najwyraźniej ewakułacja się udała. Max siedział przy mnie i gładził mnie po głowie.
-Dzień dobry-powiedział.
-Nie umarłam? Czy trawiłam do piekła że tu jesteś?-syknęłam.
-Ciii... Nic nie mów-zignorował moją zaczepkę.-Jesteś słaba. Oszczędzaj siły.
Rzeczywiście. Byłam słaba. Nawet bardzo słaba. Z trudem oddychałam ale jeszcze nie było tak źle.
-Gdzie jesteśmy?-zapytałam.
-20 kilometrów od poprzedniej kryjówki. Łowcy zaczeli węszyć. Musieliśmy uciekać.
-I tak was znajdą.
-Max!-krzyknął Fill.
-Muszę iść a ty odpoczywaj.
Wyszedł. Nie miałam siły się podnieść. Nie jadłam nic od ponad tygodnia. Głód się nadal nasilał. Czasem zastanawiałam się czy istnieje sposób bym żyła.. Ale nie zabijała. Bym nie musiała jeść tego wstrętnego krwistego surowego mięsa.
Usnęłam.
***
Obudziło mnie zamieszanie.
-Jesteśmy tu dwa dni a już mamy uciekać? Nie! Nie będziemy uciekać! Ich jest mniej od nas. Wygramy z nimi-poznałam głos Paula.
-Kora.. Nie możemy ryzykować.-powiedział Max.
Byli w innym pomieszczeniu.
-Miłość do tej suki cię zabije, nas zabije!-krzyknął Fill.
-Nie możemy jej zostawić?-zapytał Cole.
-Jak chcecie to uciekajcie. Nie zostawie jej a ona jest za słaba by ją przewozić. Mogłaby nie przeżyć dłuższej podróży. Już teraz zanim się obudziła spała dwa dni. -powiedział Max.
Chciał ze mną zostać? Nie spodziewałam się że aż tak mu na mnie zależy.. Ale to była jego wina że byłam w takim stanie. To on mi to zrobił. Jego krew zatruła mój organizm.
Jeśli miał racje? I nie przeżyje za długo? Nie chciałam umierać ale też nie chciałam stać się potworem.
-Jeszcze jedno. Nie rozmawiajcie nawrt z tą Katherine. Nie wiem kim ona jest ale mi się nie podoba.
Drzwi się otworzyły i wszedł Max. Usiadł obok mnie i pomógł mi podnieść troche się bym napiła się wody którą przyniósł.
-Oj Kora Kora.. Czemu jesteś taka umarta? Na prawde wolisz umrzeć niż być ze mną?
Sponrzałam się na niego tak że zrozumiał jaka jest odpowiedź. Nie miałam siły mu tego mówić jednak spojrzenie wystarczyło.
***
Dwa dni później obudziło mnie znowu zamieszanie. Coś się działo. Słyszałam krzyki i jak coś upada. Za ścianą najwyraźniej toczyła się jakaś walka. Wstałam ledwo trzymając się na nogach. Byłam cała poobijana. Z dnia na dzień wyglądałam coraz gorzej.
Potargane włosy, ubrania brudne we własnej krwi (po nieudanej próbie samobójczej), blada skóra, lekko przekrwione oczy, liczne siniaki... Nezdomna ofiara przemocy. W tych słowach najlepiej było opisać mój wygląd.
Podeszłam wspierajác się o ścianę do drzwi. Były ze stali i niestety były zamknięte najwyraźniej na klucz.
-Pomocy-powiedziałam najgłośniej jak mogłam co było rzeczywiście równe praktycznie szeptowi.
Hałasy jednak były za głośne. Usłyszałam strzał i aż się wzdrygłam. Co jest grane? Osunęłam się na ziemie nie mając siły już dłużej stać.
-Pomocy.-wyszeptałam znów najgłośniej jak mogłam.
Hałasy ucichły. Słyszałm tylko czyjeś kroki. Położyłam się na ziemi. Byłam zmęczona. Oczy same mi się zamykały. Usłyszałam jeszcze tylko jak ktoś próbował otworzyć drzwi. Potem straciłam przytomność...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz