Pierwsze- przyłącze sie do nich czego bardzo bym nie chciała
Drugie- ucieknę stąd
Trzecie- będę tu tkwiła do końca życia jeśli nie uda mi sie uciec i będę stawiała im opór.
Czwartego wyjścia nie ma. Bo przecież żaden rycerz na białym koniu nie przybędzie mi na ratunek. Nawet w wierzy nie jestem zamknięta a co mówić bym nadawała sie na księżniczkę.
Drzwi sie otworzyły i wszedł Max.
-To jak? Przemyślałaś naszą propozycję? Nie martw się żadnej kary nie będzie za to ze odeszłaś od nas i potem nam groziłaś a nawet odpuszczę Ci to że mnie zraniłaś.
-Nie dołączę do was! Nie popełnię tego błędu ponownie!
-Skarbie.. Może być tak jak dawniej. Nie musisz brodzić sobie łapek. My zabijamy.. ty tylko milczysz i dotrzymujesz nam towarzystwa. Mi dotrzymujesz towarzystwa.
-Nie! Prędzej was zabije!
-Przestań bawić sie w łowce. Jesteś jedna z nas. Istotą nadnaturalną. Jesteśmy nad ludźmi.
Dotknął mojego policzka delikatnie.
-Nadal możesz być ze mną.
Zmrużyłam oczy i cofnęłam sie o krok.
-Prędzej umrę.
Pokręcił głową i wyszedł.
Zaczęłam krzyczeć.
-Wracaj tu i zakończ to! Zabij mnie! Na co czekasz!
Jednak poszedł sobie.
***
Minął dzień. Nadal siedziałam zamknięta i skuta w tym pomieszczeniu. Oczywiście przynosili mi jedzenie którego ja oczywiście nie jadłam.
-Będziesz sie tak głodzić?-zapytał Fill.
-Śmierć głodowa potrwa długo-odparł Paul.
-Przynajmniej będę wolna.. jak umrę. -prychnęłam.
-Złamiemy Cie .Znowu będziesz z nami.-powiedział Max i wyszli.
***
Po dwóch kolejnych dniach pozwolili mi opuścić to pomieszczenie. Oczywiście nadal miałam skute ręce i pilnowali mnie na każdym kroku. Szliśmy przez magazyn w którym sie zatrzymali. W holu zobaczyłam trzy ciała.
-Co wy u diabła zrobiliście?!-powiedziałam wściekła.
-Co? A to! Nie mamy czasu posprzątać po kolacji. -powiedział Max.
A więc nadal polują. To sie dla nich źle skończy. Weszliśmy do innego pomieszczenia. Były tam dwa materace na ziemi. Na jednym z nich w rogu siedział przestraszony chłopak.
-A to co? wasze śniadanie?-zapytałam zła.
-Nie. to nasz nowy rekrut. Dopiero dwa dni temu dołączył. Jeszcze sie przystosowuje. Dwa z trzech ciał w holu to była jego kolacja.
Spojrzałam na tego chłopaka. Przemienili go. Jak mogli..
Posadzili mnie trochę brutalnie na drugim materacu.
-Stwierdziliśmy że możesz być trochę samotna.
-Łowcy was wytropią.-powiedziałam.
-Nie. Tamci ludzie byli bezdomnymi. Kto ich bedzie szukał? Nikt. A ten tu.. nastolatek z problemami. Mieszkał w domu dziecka. Często uciekał. Personel pewnie stwierdzi ze to jego kolejna ucieczka. Szczerze? Sam do nas przyszedł. -powiedział Max.
-To wam sienie uda. Nie stworzycie tu gniazda.
-A kto powiedział ze tu chcemy go stworzyć? Przeniesiemy sie jak tylko powiększymy rodzinkę.
Zmrużyłam oczy.
-Nie ujdzie wam to płazem! Poniesiecie karę za to wszystko co robicie!
-Śmieszne. -parsknął Fill.
Wyszli a ja zostałam z tym chłopakiem sama.
-Jak masz na imię?
-Cole.
-W coś ty sie biedaku wpakował..
-Mówili ze tak jest lepiej.. ze to inne życie. Że będę miał wszystko co tylko chcę.
-I co masz? Zatęchłą norę, brudny materac na podłodze i głód. Zabijasz.
-A ty niby jesteś lepsza? Siedzisz w tym dłużej!
-Ale nigdy nie zabiłam.
-Patrzyłaś jak oni zabijają. Milczenie i nic nie robienie jest gorsze.
Nic już nie mówiłam .Cole miał racje. No ale co miałam zrobić? Tym razem nie powtórzę błędu. Wtedy byłam świeżo po śmierci Grega. Czułam sie samotna. Fill, Paul i Max zaopiekowali sie mną. Wtedy już nie czułam sie samotna.. ale po paru miesiącach nie dałam rady tak.. uciekłam od nich.. A siłę by to zrobić dał mi list który znalazłam. List od Grega.
***
Po dwóch kolejnych dniach byłam już słaba. Rany które odniosłam w starciu z demonami jeszcze sienie zagoiły. Nadal nie odzyskałam sił a dodatkowe głodzenie się osłabiało mnie. Rano słyszałam jak Paul mówił do Max'a że długo tak nie pociągnę.. że lepiej już mnie zabić. Wiedziałam jednak ze Max sie nie podda. Zależało mu na mnie. Jednak bez wzajemności. Dla mnie był tylko zwykłym paskudnym wampirem który zabija niewinnych ludzi.
Max wściekły otworzył drzwi do pomieszczenia. Cola nie było. Paul i Fill zabrali go na polowanie.
-Co ty Kora robisz?
-Nic co by szło po twojej myśli. -odparłam siedząc w koncie na materacu.
Podszedł do mnie i brutalnie mnie podniósł.
-Szkodzisz sobie. Nie mogę pozwolić byś sie zagłodziła. To co zrobię jest ryzykowne ale może podziała. Mam nadzieję. Słyszałam o paru takich przypadkach. Ty będziesz kolejnym.
Chwycił mnie mocno i ugryzł w szyję.

Krzyknęłam. Bolało niemiłosiernie! On upił tylko trochę mojej krwi jednak byłam wystarczająco osłabiona by stracić przytomność. Gdyby nie to ze mnie podtrzymywał upadłabym.
Kiedy już oderwał usta od mojej szyi rozerwał sobie nadgarstek i przysunął go do moich ust. Jego krew wbrew mi wpływała mi do ust.. Nie chciałam pic jednak zaczęłam sie dławić.
***
Obudziłam sie po paru godzinach. Nie wiedziałam co sie dzieje jednak doskonale słyszałam rozmowę którą prowadziły osoby w innym pomieszczeniu.
-Coś zrobił?
-Przecież ona jest zmiennokształtną! Nie stanie sie wampirem!
-Macie rację.. Nie stanie sie wampirem takim jak ja. Jednak powinna zyskać pewne nasze cechy. Lepszy słuch, węch, wzrok.. oraz będzie łaknąc krwi.
-Zmiennokształtny wampir?
-Nie do końca. Z nią będzie bardziej jak z wilkołakiem. One też łakną krwi a nie są wampirami. Nawet nie tyle krwi jak bardziej surowe mięsko. Słyszałem o paru takich przypadkach. Postanowiłem spróbować. To była jedyna szansa.
-Łowcy zaczęli sie kręcić. Robi sie niebezpiecznie. Nie wiem czy to był dobry pomysł.. Musimy się ukrywać. Ona może narobić nam teraz problemów.
-Niedługo sie stąd wyniesiemy.
-Jak sie czujesz?-usłyszałam głos znacznie bliżej niż tamte.
Spojrzałam na Cola.
-Ale masz oczy... nawet ja tak czerwonych nie miałem.
-Co oni mi zrobili?-zaczęłam łgać.
-Spokojnie. Nie będzie tak źle. Jak sie będziesz karmić.. głód minie.
-Nie rozumiesz... ja nie jestem taka.. Ja nie mogę zabijać.
-Nie musisz. My będziemy zabijać. Ty będziesz.. dostawała resztki. My będziemy pili krew a ty będziesz.. zjadała resztę.
-Ja tak nie robię! Ja.. ja jestem dobra.
-Już nie.-powiedział.
***
Po paru godzinach wyciągnęli mnie na hol. Był tam człowiek. Pożywili sie na nim. Był jeszcze żywy kiedy powiedzieli ze teraz moja kolej.
-Nie-powiedziałam patrząc sie na człowieka i nie odrywając od niego wzroku.
Czułam głód. Zaczynałam czuć głód!
-Kora.. maleńka. on i tak by umarł.-powiedział Maks dotykając mojego ramienia.
Upadłam na kolana. Głód był taki silny ale..
-NIE! -krzyknęłam.-Nie pożywię sie! Jesteście wstrętni i okrutni! Tak nie można!
-Nadal uważasz sie za lepszą?-powiedział wściekł Fill.
-Jestem od was lepsza! Ja nie zabijam!
Zobaczyłam furie w jego oczach, Zamachnął sie i uderzył mnie w twarz. Upadłam.
-Fill!-krzyknął Max.
-Należało sie jej. Niech zrozumie gdzie jej miejsce i jak bardzo jesteśmy dla niej litościwi!
-Nie podnoś na nią ręki! Jeszcze raz a tobie sie oberwie-wycedził przez zęby Max.
Spojrzał na mnie z góry i pokręcił głową z niesmakiem.

-Myślałem ze dasz radę.. Najwyraźniej potrzebujesz czasu.
Zamknęli mnie znów w tym pierwszym pomieszczeniu. Stwierdzili ze kiedy głód stanie sie silniejszy.. poddam sie i pożywię się. Śmieszne. Prędzej sama sie zabije!
Ja nie jestem taka. Ja nie zabijam. Jestem dobra. Mimo wszystko...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz