piątek, 26 lutego 2016

Od Alice

  Dostałam zaproszenie od Sama do jego domu. Początkowo wahałam się czy powinnam... oczywiście, jestem jego siostrą, ale nie wiem, czy tak szybka wizyta w domu jego, jak i jego kumpli to rzeczywiście dobry pomysł.
  Zapukałam. Otworzył drzwi, stał bez koszulki ukazując swój umięśniony brzuch, parki, ramiona - wszystko na co przeciętna dziewczyna zwróciłaby uwagę u takiego faceta. Ale ja jestem jego siostrą - nie powinnam czuć czegoś takiego na widok takiego ciała swojego brata.
  Gdy weszłam do przedpokoju przypomniały mi się słowa Dana, które wypowiedział zaraz przed wyjściem. Oczywiście nakazał mi tu przyjść, nie mogę chronić Sama przed Danem. Wiem, że on jest łowcą a mój Pan... panem śmierci. Nie mogłabym poważać jego postanowień, jego zdania, rozkazów. Byłam mu całkowicie oddana. Przez dług, jaki u niego miałam. Nie mogłam się od niego uwolnić, chyba, że sam mnie uwolni.
  Weszłam do jego pokoju. Duże łóżko, dosyć przestronny pokój, nie było tam zbyt wielkiego syfu, pachniało męskimi perfumami, które od razu przypadły mi do gustu. Zasłonięte rolety wprawiające mnie w poczucie bycia w piwnicy, albo pokoju ciemności. Gdy odsłonił rolety pokój zmienił się jakby, wyglądał lepiej, wszystko byłam w stanie dojrzeć. Oparłam się o framugę drzwi, wpatrując się w Sama, jak ubiera szary podkoszulek. Odwrócił się w moją stronę z lekkim uśmiechem.
-I jak Ci się podoba mój pokój? - spytał. - Pewnie zupełnie nie w twoim guście...
-Teoretycznie nie, ale wiesz co...? Masz fantastycznie wielkie łóżko.
-Chciałabyś się w nim położyć ze mną? - zażartował a ja się uśmiechnęłam.
-Jesteś moim bratem, a tak nie można.
-Wiesz, właściwie, to... - zaczął ,ale nie zdążył dokończyć.
  Do pokoju wleciał husky, szczekał i chodził dookoła mnie węsząc moje czarne rurki od góry do dołu.
-Hej śliczności...! - zaśmiałam się i zaczęłam głaskać psiaka. - Nie wspominałeś o psie...
-Nie było zbytnio okazji. Widać, że Cię polubiła. Nie sposób nie lubić tak cudownej dziewczyny. - wypalił, a i mnie i jemu zrobiło się głupio.
  Czy on ze mną flirtuje?
-Chcesz się czegoś napić?
-Nie przepadam za alkoholem. - zaznaczyłam. - Ale przepadam za kawą i winem.
-Wino to teoretycznie alkohol.
-Wiem, ale wino to alkohol dla niezależnych kobiet.
-Wino zawsze kobiety piją przed seksem, sugerujesz mi coś? - poprowadził mnie do kuchni.
-A Ty chyba flirtujesz z własną siostrą. - zaśmiałam się.
  Po chwili zrobił kawę i podał mi kubek. Zdjęłam skórzaną kurtkę i czekałam, aż rozmowa nabierze tempa. Sam był wpatrzony w szklankę whisky, popijając ją co chwilę.
-Musimy poważnie porozmawiać. - zaczął Sam spokojnym, już mało rozbawionym tonem. -Nie masz się czego bać. Nie gryzę pięknych dziewczyn.
  Uśmiechnęłam się i spojrzałam na niego.
  Do kuchni wkroczył Dean, niespodziewanie pojawił się w przejściu do kuchni a ja przeraziłam się na początku. Po chwili wzięłam głęboki wdech i wydech na znak ulgi, że to nie żaden duch ani nic z tych rzeczy.
-Hej Dean. - przywitałam go, a on podejrzanie kiwnął głową z dziwnym spojrzeniem.
-Nie wydaje mi się, żebyś była siostrą Sama. Bo ja jestem jego bratem. A to oznacza, że musiałabyś być też i moją siostrą, prawda, Alicjo?
  Zaskoczona wpatrywałam się tępo w Deana a potem Sama.
-Co Ty kombinujesz, co? - spytał Sam.
-Ja... - jąkałam się.
  Nie mogłam wydać Pana. Wtedy będzie na mnie bardzo zły. Skrzywdzi mnie. I ludzi, którzy na to nie zasłużyli.
-Gadaj, do cholery! - krzyknął Sam wściekły.
-Ja nie... ja... ktoś mnie okłamał... widocznie się myliłam... nie jesteś moim... bratem...
-Co Ty pierdolisz?! - zaśmiał się kpiąco Dean.
-Po prostu chcemy wiedzieć w jakim, kurwa, celu się wpieprzasz w nasze życie. - odparował Sam.
-Ktoś mnie widocznie okłamał... przepraszam... muszę... ehm... iść. - powiedziałam ze łzami w oczach.
  Pan będzie niezadowolony. A nie wypełniając jego próśb kończy się to dla mnie źle - robi wiele krzywd mnie i zabija jedną osobę, która jest najszczęśliwszą na świecie. Odchodzi następna, rodzi się druga. Często to dzieci zabija, a ja mam świadomość tego, że to przeze mnie się dzieje.
  Wybiegłam z domu a za mną wyszedł Sam.
-O co Ci chodzi do cholery? - spytał.
-Gdybym wam powiedziała nie uwierzylibyście mi. A po drugie... gdybyście wiedzieli nie chcielibyście mnie znać. A po trzecie... muszę wykonywać zadania Pana.
-Pana...? Chwila, jakiego Pana?
-Przepraszam... - zaczęłam płakać i nagle znalazłam się w biurze Pana.
  Zdenerwował się. Krzyknął na mnie bardzo głośno, wtedy zapłonęły mu włosy i dłonie. Zgasły w dwie sekundy, a potem kazał usiąść. Wykonałam polecenie.
-Ja się tu męczę żeby wykończyć tych dwóch, a Ty mówisz Samowi, że MUSISZ SIĘ SŁUCHAĆ PANA?! - znów zapłonął.
  Spuściłam głowę.
-Jesteś MOJĄ służącą, masz sie mnie słuchać! MÓWIŁEM JAKIE SĄ KURWA ZASADY! Twoja matka spieprzyła, dlatego zdechła, jak jej kazałem. A Ty, jeśli nie wykonasz poleceń to trafisz tam gdzie ona i na takich samych zasadach, JASNE!? I ten Twój cały Sam gówno ci pomoże, ten Dean z resztą tak samo.
  Wróciłam do swojego domku letniskowego. Przykryłam się kołdrą i zaczęłam cicho, żałośnie płakać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz