poniedziałek, 29 lutego 2016

Od Alice

  Czekałam na Sama w umówionym miejscu. Pragnęłam spotkać się z nim sama, nie ufałam Deanowi ani nikomu innemu prócz właśnie Samowi. Obok mnie siedziała dziewczyna w ciemnych okularach przeciwsłonecznych zasłaniając swój nadgarstek prawą dłonią nerwowo, cicho rozmawiając ze swoją, prawdopodobnie, koleżanką. Nie należę do osób, które podsłuchują czyjeś rozmowy prywatne, ani w ogóle, ale... ta rozmowa przykuła moją uwagę.
-Nie mogę z tym żyć... to świństwo... - powiedziała ta w okularach.
-Ale jak mogłabym ci pomóc? Ja jestem zwykłym łowcą, co na to poradzę?! Muszę ukrywać naszą znajomość, inaczej sama zostanę podstawiona pod mur przez swoich.
-Ale co ja mam robić?! Cholera... piecze... moje oczy są czerwone, zbladłam, ugryzienie się nasila... boże.. wampiry istnieją... trzeba ostrzec ludzi...
-Nie. Nie zmuszaj mnie, bym cię zastrzeliła, Jenny.
  Dziewczyny zamilkły gdy do kawiarni wszedł Sam.
-W końcu się określiłaś... - powiedział uśmiechnięty, jak zwykle.
  Spojrzałam jeszcze raz na dziewczynę, trzymając w ręku kubek gorącej czekolady. Spojrzenia moje i nowo narodzonej spotkały się.
  Zaraz spuściłam wzrok, gdy poczułam się dziwnie. Udałam, że nic nie słyszałam, ale nowo narodzona chyba wie, że ja wiem.
  Jednak ja tylko słuchałam, nie mam zamiaru nikomu tego powtarzać. Jestem tylko ciekawa wielu rzeczy o '' nie tym świecie o ludziach'', tylko o tym nadnaturalnym,tym czego nie widać gołym okiem.
-Żyjesz? - spytał, a dziewczyny się szybko wyniosły.
-Tak...
-Coś się stało, Ali?
  Spojrzałam na niego nie ukazując lekkiego zdziwienia, że skrócił moje imię. Znów spojrzałam na, już powoli zimną, gorącą czekoladę.
-Nie, nic... tylko... Chciałabym iść do toalety.
  Wstałam i poszłam w kierunku WC. Spojrzałam w lustro, zmyłam twarz zimną wodą dla ochłody, a potem rozpuściłam włosy zdając sobie sprawę, że wyglądam jak totalna wieśniara. Chociaż nie wiem czemu zależało mi na tym, by przy Samie wyglądać w miarę dobrze. Dziwne.
-Wysikałaś się? - zaśmiał się, jednak ja uznałam to za zupełnie normalne pytanie.
  Lekko się uśmiechnęłam.
-Nie byłam oddać moczu muszli klozetowej.
-A co robiłaś? - spojrzał się na mnie, widocznie coś sugerując.
-Hola hola, takie myśli to już twoja brożka! - zaśmialiśmy się.
-A więc, co chciałaś powiedzieć?
-Wiem, że tylko z Tobą mogę porozmawiać... na wszystkie tematy. Tylko na tobie mogę polegać. Miałam przyjaciółkę, Różowa... była tu ze mną, ale zniknęła zaraz po okazaniu prawdy z Panem. Myślę, że to był tylko posłaniec Pana...
-Dlaczego go tak nazywasz? Gardzisz nim...
-Nie mogę nim gardzić. Muszę go szanować, Sam... Nie rozumiesz... - westchnęłam.
  Chciałam wstać, ale złapał moją dłoń i zatrzymał.
-Próbuję rozumieć.
  Milczałam.
  Usiadłam obok niego.
-Przed chwilą siedziała tu nowo narodzona... myślisz, że ktoś ją przemienił... celowo?
-Ktos może tworzyć armię. Z Deanem prowadzimy ciekawe dochodzenie w sprawie z zaginionym dzieciakiem Colem...
-Może jakoś pomóc...?
-Ty już się w nic nie pakuj.
-Ale ja chcę, bardzo chcę. Chce robić coś więcej niż tylko siedzenie i usługiwanie Panu...
-Jesteś za młoda...
-Jestem o rok młodsza od ciebie. - zauważyłam patrząc na niego.
 -Smrodzie, nie podskakuj. Jesteś za młoda i tyle...
-O Ty gnojku! - zaśmiałam się i dałam mu kuksańca. - Proszę! Nic nie nabroję. Chcę tylko być przy tym jak węszycie przy tej sprawie w sierocińcu...
-Skąd wiesz, że był w Domu dziecka?
-Bo było raz w gazecie, że Cole jakiś tam uciekł z domu jakiegoś tam z miasta jakiegoś tam.
-Dokładna jesteś. - zaśmiał się. - Ale ta niedokładność się przydaje, mów dalej.
-Cieszę się, że się przydałam.
-Przydasz. Masz dobry kontakt z dziećmi?
-Nie wiem, a czemu pytasz...? - zdziwiłam się.
-Bo gdy dwóch obcych facetów wejdzie do pokoju np, jego najbliższego przyjaciela i się będzie pytało o wiele trudnych do przełknięcia dzieciaka rzeczy... to wątpię, że będzie się czuł komfortowo. Gdy przyjdzie ładna, miła dziewczyna to pewnie się złamie i powie co wie.
-I ja mam być tą miłą i ładną dziewczyną? - udałam poważną. - Szefie?
-Czyli się zgadzasz? - uśmiechnął się.
-Ależ oczywiście, szefie.
  Zaśmialiśmy się i pojechaliśmy do Domu Dziecka.

  Po tym jak Pani z Domu Dziecka wskazała nam pokój chłopca - przyjaciela Cole'a - Sam przedstawił Deanowi sytuację, dlaczego tu jestem i dlaczego mnie Sam wmieszał. Cieszyłam się, że robię coś więcej niż robienie złych rzeczy dla Pana.
-Co mam mu powiedzieć? - spytałam Sama i Deana.
-Skąd mam wiedzieć? - parsknął dziwnie obrażony Dean.
-Ehm... Dobra... - westchnęłam.
-Po prostu rób swoje. - Powiedział pocieszająco Sam. - Bądź miła. Próbuj z nim szczerze rozmawiać...
  Weszłam do pokoju chłopca o imieniu Stefan. Miał szesnaście lat, był dziwnie zestresowany i załamany. Przerażony - aż śmiałabym określić.
  Zamknęłam za plecami drzwi i powoli podchodziłam do chłopca.
-Hej... Stefan, zgadza się? - zaczęłam, ale on milczał. - Chciałabym z tobą... porozmawiać...
-Na temat Cole'a? Nic nie wiem! - krzyknął i skulił się pod ścianą.
-Chciałabym tylko porozmawiać, dobrze...? Stefan... powiedz mi, co się stało z Cole'em?
-Nie wiem... uciekał czasem...
-Dlaczego uciekał?
-Byłaby pani zadowolona, gdyby była pani w Domu Dziecka, nikt by pani nie chciał... jak większość z nas. On był tym z tych... który się stawiał... ze mną... byliśmy kumplami...
-Jestem Alicja. - przedstawiłam się i podałam mu rękę. Ścisnął ją lekko.
-Wiadomo, ja Stefan...
-Wiemy, że Cole uciekł bo często to robił... chciał stąd uciec?
-Tak. Ale go znajdywali. Teraz... długo go nie ma...
-Czy byłeś świadkiem czegoś, czego boisz się powiedzieć? - spytałam spokojnie. Milczał. - Możesz mi odpowiedziec w każdej chwili, nie stresuj się. Spokojnie, dobra? Poczekam...
-Zaatakowali go dziwni ludzie...
-Zdefiniuj ''dziwni ludzie'', proszę?
-Nie wiem no... byli szybcy, silni...
-Skąd wiesz, że tacy byli? Widziałeś ich?
-W nocy, pod Domem Dziecka... miałem iść za Cole'em... ale zauważyłem tych kolesi... było ich trzech, szybko zabrali gdzieś Cole'a, a ja zamknąłem okno i schowałem się...
-Bałeś się, taka reakcja to nic dziwnego, Stefan... - usiadłam obok niego, a on nagle wtulił się we mnie. - Znajdą go osoby, które wiedzą co robić w takich sprawach...
-Obiecujesz, Alice?
  Milczałam.
-Obiecujesz...?
-Obiecuję, Stefan.
  Poczułam odpowiedzialność za to co przysięgłam. I dopilnuję, by Sam i Dean nie spieprzyli sprawy. Muszą znaleźć Cole'a. Nie zostawię tej sprawy ot tak. I myslę, że Sam mógłby się zgodzić na ewentualne piąte koło u wozu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz