środa, 17 lutego 2016

Od Dean'a

W naszym domu znajduje sie pokój przeznaczony na lochy, zalane kurzem i pajęczynami. Jest schowany za regałem z książkami. Jest to pojedyncze pomieszczenie, cztery ściany zaa żeliwnymi drzwiami. Na środku stało żelazne krzesło z dybami na kończyny i z szeroką żelazną obrożą przytwierdzona grubym łańcuchem do podłogi. Na wszystkim były wyryte znaki.
Od dawna nie używane, całe wymalowane w insygniaach powstrzymujących działania wszystkiego co znamy i w co nie wierzymy ale przezorny zawsze ubezpieczony. I otóż to (przezorny zawsze ubezpieczony) jako jedyny chciałem przymknąć Katherine, czy jak jej tam w obecnej chwili, rozumiem jest człowiekiem i powinniśmy ja chronić ale najpierw musimy mieć
pewność że tamta nie wróci. Siedziałem w kuchni i przez szeroką framugę bez drzwi spoglądałem na dziewczynę rozmawiającą z Bobb'im przed na kanapie. Sam stał obok mnie i robił to samo.
-Nie możemy tak czekać. - powiedziałem odrywając wzrok i biorąc łyka piwa
-Wiem, Dean ale ona jest normalna... chwilowo ale jednak.
-Sugeruje zaciszy kont w naszej skromnej celi.
-Dean..
-Sam! Ona może być niebezpieczna, jeśli to tylko taka gierka ? A ta zła tylko udaje ?
Sam spuścił głowę. Był bez koszulki i miał zamiast dżinsów ,siwe dresy. Było chłodno a ten mi tu z takimi widokami..
-Weź załóż koszulkę bo komuś oko wydłubiesz ( chodziło o sterczące z zimna sutki )
-Dean ! - powiedział natchniony odrywając wzrok od swojego tatuażu broniącego przed opętaniami - zróbmy jej tatuaż !
Nastało pare sekund ciszy po czym odparłem niechcący na sekundę zawieszając wzrok na jego klacie.
-Dobra dobra ! ale idź że po tą koszulkę !
Sam wyszedł z kuchni i niespodziewanie Bobby się odezwał.
-Możemy spróbować.
-Z czym ?
-Tatuażem
-Jak ty to robisz ?
-Czytam z ruchu warg - powiedział niby na żart a niby na nie, tak czyś jak nie byłem dokońca pewien czy żartował.
Już w dżinsach i w koszulce przyszedł Sammy.
-To jedziemy !

Godzinę później tatuaż miał już swój szkic na ciele dziewczyny odwzorowany z karki. Nie podobało jej się to ale
tatuaż był lepsza opcją niż lochy.
Byliśmy już w impali, Sammi'emu i Bobb'iemu widocznie ulżyło ale mi nie koniecznie, nadal nie miałem gwarancji
ale nie chciałem już irytować chłopaków. Po drodze do domu zajechaliśmy do pobliskiego bunkra w którym ukryłem
młodego wilkołaka. Mieliśmy już wszystko aby go odczarować i znów zmienić w kujonka gimnazjalnego.
Niestety jest w tej postaci już długi czas i jak do tąd nie zażył krwi, więc był bardzo agresywny.
Przywiązaliśmy go łańcuchami do ściany. Jak na takie truchełko nieźle się wierzgał.
Bobby podał Sammi'emu strzykawkę z panaceum ale ja widząc chwiejną postawę brata przejąłem lek i szybko wbiłem zawartość strzykawki w szyje chłopaka i sie zaczęło, niemiłosiernie stękał, wył, ciągnął łańcuchy tak że zaczął zrywać grubą warstwę skóry z miejsc przypięcia kajdanek. Tryskały małe strumienie krwi od czasu do czasu i usłyszeliśmy trzask łamanej kości nadgarstka.
-Trzeba uspokoić tego chłopaka, zabije sie ! - krzyknął Sam
Było mi go szkoda, wraz z samem chcieliśmy go przytrzymać ale Bobby zmierzył nas bronią ( jest czasami nie obliczalny )
Gdy chłopak zerwał skórę na szyji szybko zareagowałem. Normalnie staliśmy pół kroku od zasięgu jego łap teraz postąpiłem to pół kroku do przodu i końską dawke środku nasennego chciałem wcisnąć mu w jakąś część ciała, ale w sekunde uzbrojona w pazury łapa przysunęła mnie bliżej chłopaka i głęboko podrapała w plecy. Środek nasenny nie użyty leżał pod
ciałem chłopaka który z uporem maniaka wierzga wolna łapą. (wydostał ją tylko dlatego że połamał w niej wszystkie kości, palce i cała dłoń bezwładnie wisiała)
Ja szybko odsunąłem sie na bok gdzieś zza chłopakami i osunąłem się bokiem po ścianie. Sammy i Bobby spojrzeli się na mnie w tej samej chwili, a ja zauważyłem jak świeży wilkołak wyrywa sobie bark i trafia pazurami Samma, znaczy, prawie trafia, w ostatniej chwili chwyciłem za spluwę którą miałem za pasem i strzeliłem mu w głowę. Nie umarł lecz upadł nieprzytomny.
Zamienił się w chłopca, ze śladem postrzału w czole. Krew spływała z czarnej kropki po naboju prosto na otwarte oko.
Miewał co chwile niewielkie drgawki.
-Sammy ? - czułem że powoli zmieniam się w przerośniętego futrzaka, moje zmysły sie wyostrzyły, czułem słodką krew,
słyszałem jej nieme kapanie.
Sammy spojrzał na Bobbi'ego a ten wziął tasak i odrąbał głowę chłopcowi, wziął w drewnianą miskę jego krew i zrobił
miksture na nowo. ( Aby odmienić człowieka zamienionego w wilkołaka trzeba zabić i wziąść krew tego który przemienił)
Trwało to chyba wielki już czułem kły w ustach ale wtedy Sammy wziął panaceum i wbił mi je w szyje.
Ze mna nie było tak źle jak z chłopakiem, poprostu przemiana ustała a ja czułem w ustach metaliczny smak.
W 5 min się ogarnąłem i wraz z samem spaliłem ciało. Paleniu z daleka przyglądała się siedząca w impali Katherina.
Po wszystkim wróciliśmy do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz