niedziela, 7 lutego 2016

Od Katherine

  Wsiadłam do samochodu Alexa, a ten wpatrywał się we mnie pytająco, oczekując informacji jakie wydobyłam z Deana.
-Nie wiem czy pomogą mi zarżnąć Jane, w każdym razie jeśli nie, to sami to zrobimy. Wiesz, gdzie jest Mark, ufa ci.
-Bez łowców nie damy rady.
-Damy,damy. - zaśmiałam się i spojrzałam na niego. - Po prostu jedź przed siebie.

  Weszliśmy do domu Salvatorów, gdzie mieszkało niegdyś dwóch braci, byli wampirami, ale jeden z nich, Damon, był i wampirem i łowcą, a Stefan - wampirem. Zabili się nawzajem podczas ich pierwszej w historii Salvatorów - kłótni i tron i dziewczynę o imieniu Katherine.
  Tak, o mnie. Namieszałam w życiu wielu nieszczęsnym mężczyzną jako podstępna Katherine, ale teraz przez to, że mój sobowtór nadal żyje nie mogę być wampirem. Muszę być człowiekiem, odżywiać się jak człowiek... dziwnie jest nie pić krwi..
-I co teraz zamierzasz zrobić w ich domu? - spytał Alex snując się po przestronnym salonie.
-Byli zakochani we mnie oboje. Ale wiedzieli, że sobowtór będzie istniał. Musieli mieć coś gdzieś zapisane, Stefan na pewno.
-Katherine... - złapał mnie za ramiona i zatrzymał w szperaniu na jednej z miliona półek. - Nie zatracaj się w tej sprawie aż tak, bo stracisz kontrolę.
-Nigdy jej nie straciłam...
-Brakuje Ci go. - szepnął.
  Zdenerwowałam się. Bardzo. Odsunęłam go od siebie.
-Nigdy nikogo mi nie brakowało, odkąd zamordowałam swoich rodziców. Nikogo mi nie brakuje odkąd wyłączyłam człowieczeństwo.
-Ale tylko ja znam twoją słabą stronę, która jest jak magiczny guzik aktywujący człowieczeństwo...
-Nie możesz nikomu wyjawić jak można je włączyć. Bo wtedy wszystkie tajemnice na temat grobowca w którym jest Jane... jak ją obudzić, do czego dążę w tej sprawie.... wszystko pójdzie przeciwko mnie.
-Twoje serce nadal jest otwarte, Kath. - zaśmiał się.
-Działasz na własną odpowiedzialność. Mnie się nie zdradza, masz mi pomagać. Jeśli coś spieprzysz zapłacisz za to.
-Nie groź mi, bo jeśli ktoś będzie tu za coś płacić, to Ty.
  Zacisnęłam zęby.
  Miał mnie w garści.
-Nie wyjawisz mojego sekretu, Alex...
-Wyjawię, jeśli będzie trzeba.
-Nie będzie trzeba, bo nikt do niego nie ma prawa.
-Mieć ciebie jako dobrą Katherine to najlepsza sprawa. Twoja krew jest szlachetna, leczysz nią, zostałaś przemieniona przez Marka, masz niesamowite tajemnice i sekrety, wiesz więcej niż myślisz. Ale jesteś tak niebezpieczna, że każdy boi się zbliżyć do twojego małego, złego na pozór serduszka...
-Zamknij się! ZAMKNIJ SIĘ, POWIEDZIAŁAM! - rzuciłam w niego książkami a on zniknął.
  Zamknęłam oczy i próbowałam się doprowadzić do normalnego stanu.
  Wściekłam się.
  Poczułam, że ktoś tu jest.
-Wróciłeś, pieprzony gnojku?! Dawaj! Wkurzaj mnie bardziej, dostanie ci się! Zniszczę ci ten pusty, niedoinformowany, zniekształcony łeb!
-Dość ostre słowa, jak na malutką Kath, hm? - wystraszona spojrzałam na...
  Damona...
-Co ty tu robisz...
-Po tym jak mnie zostawiłaś na pastwę losu w Islamie, na pewną śmierć z rąk łowców, gdy zamordowaliśmy pół stolicy postanowiłem sobie, że cię znajdę i powieszę sobie twoją głowę nad biurkiem. - uśmiechnął się. - Ale teraz widzę, że zero zabawy, kiedy jesteś w 90% człowiekiem.
-Czego Ty chcesz?
-Ciebie, jak zwykle. Stefan zawsze miał... hm... pociąg do ciebie... przyciągałaś go jak magnez, a ty go odpychałaś za każdym razem gdy chciał cię odzyskać. Widział cię z nowymi mężczyznami, aż trafiłaś na mnie. Wykorzystałaś sytuację, byśmy się pozabijali nawzajem, jak poznałaś nasz sekret, droga Katherine.
-Znam wszystkie sekrety. - uśmiechnęłam się dumnie. - Ale nadal nie rozumiem, jak przeżyłeś...
-Salvatorowie nigdy nie umierają. Stefan pewnie się tu kręci, albo jeszcze się nie wybudził. Próbuje znaleźć tę dobrą Jane, a ja tę złą. Chyba znalazłem nie to, co pamiętam sprzed sześciuset lat temu.
  Spojrzał mi w oczy, ucałował dłoń, a ja dostałam jakby... wizji... coś, co było kiedyś. Gdy poznałam Damona.
  Wyrwałam mu wtedy dłoń, bo byłam zaręczona ze Stefanem. Uważałam to za niestosowne. Będąc człowiekiem i znając prawdę na temat ich rodu, którą wyjawił mi Stefan... postanowiłam odrzucić ich obu raz a dobrze.
  Jednak tamtego wieczora, gdy okazało się, że jestem w ciąży z Damonem... on się wściekł. Nie chciał dzieci, nawet w tamtych czasach. Nie chciał skandalu, chociaż one go kręciły. Ale rodzice wydziedziczyli by go z majątku i zostałby na lodzie, a on zawsze musiał być w centrum wielkiej uwagi ludzi w mieście. Uderzył mnie, nie kontrolując swojej nadprzyrodzonej siły okładał raz po drugim miażdżąc moje kości, moją czaszkę. Po którymś radzie straciłam przytomność, a gdy się obudziłam nie czułam dziecka. Nie było go. Była pustka. Krew była wszędzie, czułam, jakbym była martwa. Dziwne uczucie smutku dobijało mnie od środka, czułam, że zaraz wybuchnę. Że umieram.
  I umarłam. Ale nie do końca.
  Mark odnalazł mnie pół martwą, przemienił w wampira, zbierał wtedy ludzi do swojej armii. Czułam mu się zupełnie oddana jako jego służąca, pełniąca obowiązki zabójcy-wampira... Czułam sie odpowiedzialna za jego bezpieczeństwo, każdy który był pod wpływem Marka... wszyscy czuli tę wielką odpowiedzialność.
  Gdy Stefan dowiedział się o mojej śmierci i ciąży, o utracie dziecka, które rzecz jasna nie należało do niego, tylko do jego brata, z którym się przyjaźnił... to było zbyt wiele. Damon i Stefan rozpoczęli bójkę, która skończyła się równie szybko jak się zaczęła. Nie znam szczegółów, po prostu umarli. Na dobre.
  Nigdy nie wybaczę utraty dziecka. Nie wybaczę sobie i Damonowi. Sobie, że pozwoliłam na to, by je skrzywdził a jemu na to, by miał wolną drogę do zabicia mnie raz a dobrze.
  To droga do mojego włączenia człowieczeństwa - do serca. Jednak od tamtej chwili nikomu nie udało się mnie zauroczyć, rozkochać... nikt nie zna tej historii, jest tak bolesna, że nawet będąc zimna i twarda jak kamień mogę się rozkleić, pozwolić by ktoś się we mnie rozkochał... ale wiem, że znają tę Katherine i każdy by mnie wykorzystał do własnych celów. Nikomu nie zaufam i nie pozwolę na ujawnienie prawdy.
  Wybiegłam z domu wampirzym tempem i wsiadłam do samochodu który pewnie należał do Damona. Odjechałam. Sunęłam po drodze tak szybko, by oddalić się od mojego wroga. Budził we mnie przerażenie, nie chciałam, by znów mi przeszkodził.
  Ktoś nagle wjechał mi w tył. Wiedziałam, że to Damon. W lusterku zobaczyłam go, jego uśmiech pełen zadowolenia i satysfakcji. Skręciłam myśląc, że droga zjazdowa jest tuż obok, ale wjechałam w drugi samochód który tam stał. Wyszłam z trudem z auta i próbowałam się podnieść.
  Wszystko mnie bolało, miałam pęknięte dwa żebra, ale przez wspaniałe 10% wampiryzmu mogłam poruszać się z takim uszkodzeniem, ale pozostałe 90 błagało o leżenie na ulicy i wołanie o pomoc.
  90 % zwyciężyło. Padłam na kolana, chociaż mówiłam do siebie: ''wstań, dasz radę, wstań.''
  Ale gdy zobaczyłam, że Damon zniknął, padłam na twarz, czując ból i chyba złamałam kolejne żebro, które było naruszone wcześniej. Nie umrę. Katherine nie podda się tak łatwo. Mam wyznaczone cele... ale nie mogę wstać.
  Straciłam przytomność gdy wstałam z trudem i postawiłam pierwszy krok na przód.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz