-Ryzykujesz, wiesz o tym?
-Nie przypominaj mi. Poza tym wykorzystam swoją atrakcyjność. Sam się na mnie nie nabierze, ale Dean... istnieje cień szansy, że natnie się na mój plan.
-Dobra, a ja co mam robić?
-Czekać.
-Podwieźć cię gdzie?
-Pod dom Deana i Sama. Resztą zajmę się ja. - uśmiechnęłam się i wpatrywałam w ciemną ulicę.
Do łazienki wszedł Dean, a ja w leżałam w wannie. Spojrzałam na niego i jak gdyby nigdy nic. Plan musiałam zacząć z przytupem i jako prawdziwa Katherine, a nie, słodziutka i niewinna, żałosna do bólu Jane.
-Nie mów, że nie chcesz popatrzeć, Dean. Poza tym, nie ładnie nie pukać...
-Co tu robisz, Katherine?
-Czyli jednak wiesz,że jestem Kath? Ale spokojnie, nie mam złych zamiarów.
-Po prostu chociaż się ubierz.
-Dopiero co się rozgościłam. Macie piękną łazienkę...
Zanurzyłam się po brodę w wodzie, gdzie piana była dosłownie wszędzie. Spojrzałam się na Deana i uśmiechnęłam.
-Chociaż zamknij drzwi, bo wlatuje tu zimno.
-Nie udawaj człowieka.
-Tak się składa... - zaczęłam w odpowiedniej chwili. - że nie jestem w pełni wampirem, co mi się nie podoba. Bo nie jestem nieśmiertelna. Potrzebuję odnaleźć Jane i ją przebudzić.
-Nie będę tutaj z tobą o tym gadać.
-A więc może się umówimy?
-Nieźle, już chcesz umawiać się na randki?
-Można to tak nazwać. - uśmiechnęłam się do niego lekko. - To jutro o osiemnastej w Liceum Jeana Morgana. Pewnie wiesz, gdzie jest...
-Wiem, dzięki za troskę.
-Nie lubię być wystawiana. - mrugnęłam do niego. - Możesz wyjść, czy jednak chciałbyś popatrzeć?
Bez słowa, zmieszany wyszedł.
Plan A na razie działa zgodnie z planem. Wiem, że Dean weźmie ze sobą Sama, ale byłam przygotowana na ewentualności. Jak zawsze. Alex był w szkole, ale nie był zbyt blisko. Sam by go wyczuł jako że jest łowcą.
Szłam w ich kierunku gdy zauważyłam Deana, a Sam wyszedł zaraz za nim. Uśmiechnęłam się do Deana, że jest tak jak się umawialiśmy, ani minuty spóźnienia.
-Punktualni. - westchnęłam. - Ale chciałabym porozmawiać na osobności z Deanem. - powiedziałam spokojnie.
-Oszalałaś... - parsknął Sam.
-Pozwól nam... porozmawiać w cztery oczy. - odparował Dean.
-Popieprzyło cię... ona jest intrygantką... wykorzysta sytuację...
-Poczekaj na zewnątrz.
Alex pewnie słyszy co nie co, albo mam chociaż nadzieję, że zmył się z samochodem za szkołę.
Uśmiechnęłam się do Deana i poprowadziłam go do sali. Nie problem zabrać klucze od ochroniarza, a przed tym go zauroczyć by sam mi je podał.
-A więc, o co ci chodzi, Katherine?
-O Ciebie, o Jane, o Sama, o wszystko. Wiesz, nie mam złych zamiarów, na razie. Po prostu celem jest odnaleźć ciało Jane.
-Dlaczego o mnie i Sama? Co od nas chcesz?
-Od Sama... jest łowcą, gdy Mark będzie w pobliżu to go wyczuje... A Jane jest w grobowcu rodzinnym Marka, a tam strzeże go ktoś, jakiś jego sługa. Na pewno. A Ty? Jesteś jego kumplem, powiesz dobre słowo, że pomożesz mnie i Jane..
-Nie chodzi ci o jej dobro. Na pewno nie.
-Uwierz mi. Przecież co mogłabym jej zrobić?
Zastanowił się chwilę. Nie był głupi, wiedział, że nie można mi ufać.
-To co słyszałeś o Katherine Pierce to zwykłe wspomnienia o potworze. Teraz się zmieniam.
-To po co Ci Jane?
-Bo gdy się obudzi to ja stanę się człowiekiem, ale najpierw ona będzie musiała stracić część krwi z organizmu, a tego nie chce. A może obudzić się w każdej chwili. Wolę się zabezpieczyć.
-Ale dlaczego zwróciłaś się z tym do mnie i dlaczego zależało ci się ze mną tu spotkać?
Podeszłam do niego i spojrzałam mu w oczy.
-Może się za Tobą stęskniłam...
Zaśmiał się.
-Chyba możesz mi pomóc. Obiecuję, że nic nie odwalę.
-A co było z Bobbym?
-Pilnował mnie, nie dał dojść do telefonu, a nie lubię, gdy ktoś mnie ogranicza.
-A więc co, mam dla ciebie coś zrobić? Jeszcze nie zwariowałem aż tak. - zaśmiał się znów.
Podeszłam do niego tak, że on oparł się o biurko nauczycielskie a ja oparta byłam o niego. Nachyliłam się mu do ucha i szepnęłam.
-Proszę, pomóż mi, Dean. Nic nie stanie się żadnemu z was, ani tej Jane. Będzie bezpieczniejsza jak będzie spać. A ja przeżyję...
Odsunęłam się od niego z gracją, tak, że prawie stykaliśmy się nosami. Dotknęłam moimi ustami jego, a potem się powoli odsunęłam.
-Czekam na odpowiedź... mam nadzieję, że szybko się odezwiesz... bez Sama... następnym razem. - uśmiechnęłam się lekko i skierowałam się do wyjścia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz